<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891</id><updated>2011-11-28T15:44:50.200+01:00</updated><title type='text'>Historie nieopowiedziane</title><subtitle type='html'>Wszyscy jesteśmy zdolni zdziałać cuda, tylko to od nas samych zależy co nazwiemy cudem.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>38</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2894715616943731973</id><published>2011-11-28T15:40:00.001+01:00</published><updated>2011-11-28T15:44:50.205+01:00</updated><title type='text'>Rozdział II - fragment</title><content type='html'>&lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- &lt;i&gt;Cały personel, natychmiast skierować się do punktu obrony! Nieznane siły wdarły się do kompleksu&lt;/i&gt;! – rozległa się transmisja z radia Icao. Natychmiast spojrzeli po sobie zaskoczeni. Dopiero teraz zdali sobie sprawę, że przytłumiony hałas który brzmi nieco jak oddalone bębny w podziemiach to tak naprawdę działka przeciwlotnicze.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Co się dzieje? – dziewczyna oparła się o ściany, szarpiąc torbę by wyciągnąć swój niewielki pistolet. Icao przyglądał się jej chwilę w zdumieniu, była groźniejsza niż by można pomyśleć – Musimy natychmiast wydostać się stąd, przy odrobinie szczęścia przedrzemy się do hangaru –  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Świetny plan – potwierdził, znowu ruszyli przed siebie, wiedział że należy zawrócić, jednak… - musimy pierw dotrzeć do magazynu z artefaktami.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Nie zrozumiała co mówi, musiał powtórzyć jej to kolejny raz by w końcu to do niej dotarło.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Oszalałeś? Nim tam dotrzemy hangaru może już nie być.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Po drodze będzie jeszcze jeden hangar tam znajdziemy transport! Powinni tam też być piloci i paru ludzi których znam… - złapał ją i szarpnął do tyłu gdy odległy wybuch wstrząsnął kompleksem i duży odłamek ściany posypał się na nich.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Dzięki – mruknęła zaskoczona.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Musimy tam dotrzeć zaufaj mi, po drodze powinniśmy znaleźć skafandry próżniowe w razie gdyby okazało się że kompleks się rozhermetyzował  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Przez cały ten czas wszystkie korytarze i pomieszczenia które widzieli stały puste, jednak po wyjściu na szerszy hol który rozchodził się na dużą salę napotkali pierwszych ludzi i pierwsze ofiary.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Strażnicy zaciągali popalone, zmasakrowane ciała więźniów z daleka od przejść. Prawdopodobnie pierwsza fala ataku natrafiła na jeden z sektorów więziennych. Nieznany wróg czaił się gdzieś tam. Byli tego pewni, gdy niewielka grupa strażników chwyciła po broń po otrzymaniu komunikatu radiowego – Pax widziała jak niektórzy zerkali w jej stronę rozpaczliwie po czym ruszyli za swoim dowódcą. &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Niedługo potem usłyszała strzały i krzyki.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Kilkukrotnie musieli zawracać, bądź zmieniać kierunek w którym podążali gdy okazało się że korytarz przed nimi się zawalił. Raz dostrzegła w przejściu kilka zmasakrowanych ciał, Icao objął ją wtedy i siłą przeprowadził by nie zatrzymywała się. Jedno z ciał różniło się od pozostałych. Nie dał jej jednak czasu by się przyjrzeć.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Trafili do kolejnego holu, było w nim pełno ludzi. Icao wytłumaczył jej że większość to personel pomocniczy.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Icao! Panie Inżynierze! – usłyszeli wołanie. Przez tłum przepychała się do nich młoda, rudowłosa kobieta. Miała na sobie ciężki strój pilota myśliwca. &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Cieszę się, Cię widzę Karly musimy dostać się do magazynu artefaktów. Pax – dziewczyna uśmiechnęła się słabo – zabierze nas statkiem w bezpieczne miejsce.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Pomieszczenie zadrżało niespodziewanie, światła zamrugały. Usłyszeli krzyki gdy z sufitu posypał się beton i strzeliły przewody.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Nie mamy za wiele czasu, nieznane nam siły przemieszczają się coraz bardziej w głąb kompleksu. Przed kilkoma minutami straciłam kontakt z grupą na 4 sektorze.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Pax nie wytrzymała, nie rozumiała nic z tej rozmowy.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Bardzo się cieszę, ale cokolwiek jest w tym magazynie z kosmitami nie jest na pewno warte by za to umierać.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Może i masz rację, ale nie znasz całej prawdy. Karly odzyskaj to dla mnie proszę. I odnajdź resztę.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Pilot skinęła głową, Pax zdziwił że słucha jego rozkazów.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Resztę? To kogo masz na myśli? – Patrzyła jak kobieta oddala się, dostrzegła że wyciąga ukrytą pod kombinezonem broń. Sama chwyciła swój pistolet mocniej, po czym związała włosy by nie zasłaniały jej oczy w razie niespodziewanej walki.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Karly już odnaleźliśmy, jeśli jej się uda to możesz mieć łącznie z nami dodatkowo czterech pasażerów.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Dość duża liczba, nie była na to przygotowana, na dodatkowych podróżnych. Zawsze jednak była przygotowana z dodatkową ilością zapasów jedzenia i wody. Byle by zdążyli się stąd wydostać, to najważniejsze.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Przekaż jej że ma dwadzieścia pięć minut plus dziesięć tyle będziemy na nich czekać. Niech dobrze wykorzystają ten czas. Jeśli coś zacznie się dziać albo statek zostanie zaatakowany w czasie gdy będziemy czekać to natychmiast odlatujemy, nie czekamy zrozumiałeś?&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Zrozumiałem. – powiedział szybko, musiał prawie krzyczeć, zbliżyli się do stanowiska wieżyczek przeciwlotniczych. Ściany drżały tu co kilka minut, powietrze przepełniał pył i zapach palonego metalu. Icao mówił jej od rozstania z Karly że niedaleko od tych stanowisk powinni znaleźć skafandry próżniowe. Miał rację, znaleźli takie w pomieszczeniu ze sprzętem. Drzwi były jednak zamknięte na zamek cyfrowy. Ku jej zaskoczeniu obejście zabezpieczeń zajęło mu tylko kilka minut. Znaleźli tam też trochę przydatnego sprzętu i broń.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Bez tego może nie uda nam się dotrzeć żywym do hangaru – warknęła na niego gdy próbował ją powstrzymać przed wzięciem niewielkiego karabinku i paru granatów świetlnych.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Korytarze przed nimi powoli zaczęły ujawniać co się tu działo, gdy zbliżali się coraz bardziej do miejsca z którego wyruszyli. Icao wspominał parę razy że musiał poprowadził ich inną drogą by zmniejszyć możliwość ataku.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Możliwość i tak nas znajdzie – szepnęła Pax, zatrzymała się i wskazała mu przejście pełne ciał. Ściany były pokruszone od normalnych naboi i przypalone od broni laserowej.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Mimo że człowiek dawno zamieszkał poza ziemią to standardowa broń palna nadal była w użyciu i nieźle się prezentowała w starciu z laserami.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Wiemy przynajmniej kto nas atakuje – Icao wskazał na osmalone ciało w pełnym pancerzu ochronnym.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Centrala? Przecież to żołnierze centrali, ale jak to możliwe? – Z tego co Pax wiedziała, Centrala była żywym komputerem, cudowną kobietą podłączoną do komputera, sterującą życiem w miastach na księżycu, zapewniając by każde urządzenie elektroniczne działało poprawnie a mieszkańcom dobrze się żyło. W teorii, szara zbroja z niebieskimi dodatkami była w standardzie uzbrojenia ich żołnierzy. Mieli być symbolem pokoju, wiedzy i postępu tak samo jak Centrala.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Najwyraźniej już nie, albo jest coś czego nie wiedzieliśmy w praktyce – rzekł Icao – nie ma czasu zostało nam osiem plus dziesięć minut.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Wiesz myślę, że powinniśmy dowiedzieć się co jest przed nami. Poproszę Elothel żeby przesłała nam skan terenu – dostrzegła jego zdziwione spojrzenie – SI statku.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Zajęło to kilka sekund, gdy na przekaźniku zamontowanym na nadgarstku wstukała to czego potrzebowała od SI. Wiadomość zwrotna nie była tym czego się spodziewała. Korytarze były puste, pełne ciał, ale puste.  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- To dziwne ale nikogo tam nie ma, przynajmniej nikogo żywego tam nie ma. Być może odlecieli?  &lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;Icao już miał coś odpowiedzieć gdy nadszedł komunikat na jego radio. Przedzierał się przez dużo zakłóceń.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;- Icao… spóźnimy się… droga na dół będzie trochę dłuższa niż zakładaliśmy… jednak… powinniśmy zmieścić się w odliczaniu.&lt;/p&gt; &lt;p align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm"&gt;&lt;a name="_GoBack"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2894715616943731973?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2894715616943731973/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2894715616943731973&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2894715616943731973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2894715616943731973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2011/11/rozdzia-ii-fragment.html' title='Rozdział II - fragment'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-6533291171429972329</id><published>2011-11-27T03:44:00.002+01:00</published><updated>2011-11-27T04:05:01.883+01:00</updated><title type='text'>Suszonych kwiatów płatki a pomiędzy nimi cedr...</title><content type='html'>&lt;a href="http://fc04.deviantart.net/fs42/i/2009/105/a/b/dried_up_flowers_by_naomipanda.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 600px; height: 400px;" src="http://fc04.deviantart.net/fs42/i/2009/105/a/b/dried_up_flowers_by_naomipanda.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Brzmi jak pierwsza linijka wiersza, ale tak nie jest - to rzeczywistość na moim parapecie - tyle że nie wiem czy to cedr, czy inne ogrodowe krzako-podobne coś. W pokoju króluje beż, z dodatkami w kolorach bieli i zieleni, by dodać nieco życia. Za oknem wiatr, w czasie dnia słońce próbuje się przedrzeć przez chmury pędzące po niebiosach z prędkością samochodów na niemieckiej autostradzie. Jesień dopiero co widać, złote, uschnięte liście, nieco bardziej senni ludzie. Uśmiechnięci z lekko przymróżonymi, zmęczonymi oczyma. Przez co wydają się jeszcze bardziej bliscy sercu. I wszyscy mają lekkiego świra, to zaraźliwe poniekąd. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tak wygląda Wielka Brytania, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Ciepła, przytulna, komfortowo bezpieczna.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zawsze marzyłem, żeby tu być i nagle jestem i pracuje - pracuje tyle czasu, że nie mam kiedy pozwiedzać. Postaram się to zmienić, powieść zaczyna śnić mi się po nocach błagając o napisanie jej. Wspomnienia płaczą za aparatem i przechadzkami po miejscach, pozwalając zamrozić je w czasie. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;O czym myślę? Jestem tu zupełnie sam, i jest mi z tym dobrze, nie boje się. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nigdy więcej nie będę się bał sięgać po moje marzenia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-6533291171429972329?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/6533291171429972329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=6533291171429972329&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6533291171429972329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6533291171429972329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2011/11/suszonych-kwiatow-patki-pomiedzy-nimi.html' title='Suszonych kwiatów płatki a pomiędzy nimi cedr...'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-8305412482036488781</id><published>2010-01-06T00:56:00.002+01:00</published><updated>2010-01-06T01:00:37.740+01:00</updated><title type='text'>Dawno temu.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Plan scenariusza do gry, sprzed prawie 5 lat. Straciłem już dawno kontakt z twórcą gry, jednak projekt sam w sobie wydaje się ciekawy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Poniższy epizodzik związany jest również z Zolkahem (choć dosyć luźno, toteż będzie prawdopodobnie wątkiem pobocznym)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to zaczynamy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz dzielny bohater przebywa na komisariacie – nie wiem skąd się tam wziął (czy dopiero zaczął pracę, czy też może wrócił po wykonywaniu czynności zw. z innym śledztwem – to nieistotne), ważne że jest. W pewnym momencie szef informuje o pożarze starej biblioteki. Byłoby to zadanie dla krawężników a nie dla detektywów, gdyby nie fakt, że widziano zamaskowane postaci na dachu tegoż budynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wiec nasz dzielny Chuck Norris przyjeżdża na miejsce zdarzenia. Tam oczywiście pełno glin, straży pożarnej itp. Na miejscu dowiaduje się, że:&lt;br /&gt;1.       Z zeznań bibliotekarza wynika, że jedynym świadkiem była pracująca w bibliotece kobieta, która obecnie została odwieziona do szpitala, choć nie poniosła szczególnego uszczerbku na zdrowiu (więc raczej na badania)&lt;br /&gt;2.       Strażacy, którzy ugasili pożar twierdzą, że ogień został podłożony na najwyższym piętrze, a następnie w dziwny sposób szybko rozprzestrzenił się na dół.&lt;br /&gt;3.       Większość zbiorów spłonęła, poza tymi na parterze, z których część jest tylko lekko okopcona i tymi w podziemnych archiwach, gdzie ogień wcale nie dotarł.&lt;br /&gt;4.       Dziś wieczorem po ocalałe tomy ma przybyć ekipa, aby je odwieźć do innej biblioteki – wywóz ma się odbyć pod nadzorem owej bibliotekarki – będzie to zarazem dobra pora na zadanie jej kilku pytań.&lt;br /&gt;5.       Ekipa zbierająca ślady przedstawi raport dostępny nazajutrz na komisariacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To w zasadzie tyle – może wracać na komisariat, bądź też jechać gdzie mu się podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Wyjaśnień słów kilka: Otóż włamywacze przybyli do biblioteki po pewien stary manuskrypt, w którym jest opis pewnego rytuału. Jak można się domyślać bandyci mieli pewną wiedzę jak i umiejętności – dzięki czemu mogli sterować ogniem. Książkę oczywiście zdobyli a w niej poznali listę potrzebnych składników, które zaczną kraść później. Ponadto dowiedzieli się, że w podziemnych pomieszczeniach biblioteki jest bardzo cenny grimoire. Jednakże w tej chwili nie sposób go wykraść. Postanowili więc przyjść wieczorem (sic!). Ponadto wieczorem przyjedzie firma, nie do końca taka jakiej gracz się spodziewał. Otóż Zolkah, chciałby skorzystać z okazji i zdobyć księgę tylko dla siebie. Tak więc mamy 3 partie zainteresowane biblioteką w godzinach wieczornych – gracz, Zolkah i okultyści. Aha no i jeszcze bibliotekarka... ale to inna historia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego dnia – późny wieczór (no w każdym razie na tyle późny żeby było ciemno):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohater podjeżdża na parking pod biblioteką – stoi tam już zaparkowana ciężarówka firmy przewozowej. O dziwo nie ma nigdzie policjantów (oczywiście robota Zolkaha). Jeden z pracowników firmy mowi, że bibliotekarka czeka na gracza w podziemiach. Niestety w bibliotece jest dosyc ciemno wiec bohater będzie używał latarki i tu widze popis graficzny – swiatlo latarki potrafi rzucać dziwne cienie – zwlaszcza w starych podziemiach. Oczywiście nastrój zbuduje również muzyka. Po dojściu na miejsce okazuje się że bibliotekarki nie ma, a co gorsza za bohaterem zatrzaskuja się wielkie i ciezkie wrota. Tu krotki filmik pokazujacy jak to bohater nie może otworzyć drzwi. Po czym nadejdzie czas na użycie widzenia (zdolność opisana poniżej). Obiektem będzie obraz tuż nad otwartym sejfem. Obraz przedstawia... no nie wiem może pasące się krowy. Ważne że po użyciu widzenia obraz zmienia się i ukazuje pewien kościół. Fotografujemy go i przechodzimy dalej. W sejfie znajdujemy fragment kartki z jakąś pieczęcią. Niestety czasu nie ma, by dalej się rozglądać, bowiem kątem oka gracz dostrzega postać biegnącą w głąb podziemi. Tu szybki pościg. Postać wybiegnie tylnym wyjściem. Gracz za nią. Rozpocznie się wymiana ognia w wyniku której postać zostanie ranna, zdąży jednak wsiąść do samochodu i odjechać z piskiem opon. Można już wezwać ekipę do zbierania śladów, ale właśnie okazuje się że biblioteka znów zaczyna się palić. Pędem w tamtym kietunku. Ciężarówki już nie ma, za to parter płonie. Przyjeżdża straż i policja. Bohater może się zwijać do domu na nockę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia tegoż śledztwa, bohater może się zapoznać z wynikami ekspertyz. Otóż śladów praktycznie nie ma, co zaś do śladów wczorajszej strzelaniny, to udało się ustalić kilka rzeczy:&lt;br /&gt;-          markę opon samochodu którym uciekał tajemniczy mężczyzna (jeden z okultystów)&lt;br /&gt;-          typ broni jakim się posługiwał&lt;br /&gt;-          fakt, że firma przewozowa, która wczoraj prowadziła wywózkę książek nie istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto okaże się że nikt nie wie, gdzie jest bibliotekarka – w sumie wszystkie ślady są jak na razie nic nie warte.&lt;br /&gt;Jedyne co pozostanie to przyjrzeć się zdjęciu zrobionemu wczoraj. Okaże się, że taki kościół znajduje się w mieście. Bohater pewnie pojedzie sprawdzić tę świątynię. Ale biorąc pod uwagę, że nie wie o co pytać, to i dowiedzieć się niczego nie może. Niemniej jednak jeśli zbada sprawę dogłębniej (zastosowanie dla widzenia) znajdzie młodą bibliotekarkę (której zdjęcie prawdopodobnie już ma – jeśli nie ma to co z niego za detektyw) ukrytą gdzieś w zabudowaniach klasztornych. Gdy do niej dotrze, księża zaczną z nim współpracować, wyjaśnią dlaczego dziewczyna mieszka u nich, a także zaoferują pomoc na przyszłość. Dziewczyna może natomiast powiedzieć conieco o sprawcach napadu na bibliotekę, a także wyznać jaką księgę napastnicy zrabowali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Dalsze wyjaśnienia: klasztor jest siedzibą księży z organizacji, o której mówił Piotrek, a której proponuję zwiększyć nieco zakres działań. Dziewczyna z racji tego, że widziała napastników jest zagrożona, a księża udzielają jej schronienia. Widziała tatuaż jednego z bandytów i dlatego mogłaby go zidentyfikować – nie będzie potrafiła opisać tatuażu, ale jak go zobaczy to na pewno rozpozna. Ahhh księgę z podziemi zdobyli oczywiście słudzy Zolkaha – cóż za niespodzianka nieprawdaż?? J)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to mamy następny napad. Parę dni później (czas potrzebny na przeczytanie księgi + czas potrzebny na zorganizowanie napadu) zostaje dokonana podobna napaść na muzeum (wejście przez dach, kradzież jednego eksponatu itp.). Gdy nasz dzielny hero przyjedzie na miejsce, okaże się, że muzeum w przeciwieństwie do biblioteki nie spłonęło. Jest tak dzięki kustoszowi, który w porę orientując się w sytuacji włączył alarm, płosząc tym samym bandytów, a następnie, wykazując się niemałym heroizmem ugasił zalążek pożaru. Przesłuchanie kustosza przyniesie efekt w postaci informacji, że skradziono pewien bardzo stary i bardzo cenny naszyjnik, z którym związana była pewna legenda (jaka to legenda jest w tej chwili nieistotne). Ponadto kustosz może opisać napastników. Jakkolwiek niewiele to da, albowiem byli zamaskowani, to jednak będzie można stwierdzić, że mieli podobne stroje do grupy, która dokonała ataku na bibliotekę. Na miejscu zbrodni, opodal gabloty, w której przetrzymywano naszyjnik, można znaleźć złoty pierścień, z dziwnym znakiem. Nikt nie wie oczywiście cóż to jest za znak (istotna wskazówka, że jeden z bandytów nie używał rękawiczek – można zebrać odciski palców).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na posterunku można zlecić badanie pierścienia, co zaowocuje informacją, że znak ten jest związany z jakimś kultem, ale jakim – brak jakichkolwiek danych. I właśnie tutaj z pomocą może przyjść ksiądz, który będąc szkolony, jako członek w/w organizacji, w tych sprawach od razu zidentyfikuje demona, którego czci poświęcony jest znak. Ponadto wyjaśni, że zwykle demon ten jest czczony przez ludzi bogatych, młodych, żądnych niezdrowych wrażeń. To określi profil przestępców, choć oczywiście jeszcze nie pozwoli na ich identyfikację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz bohaterski Columbo może, choć nie musi, powiedzieć o tym co skradziono z muzeum znajomemu księdzu. Wtedy księżulo powie mu co nieco. A konkretnie powie do jakiego rytuału jest potrzebny ten naszyjnik (ksiądz zna zawartość skradzionej księgi, jak i opisy rytuałów, jednakże tych jest tak wiele w rzeczonym woluminie, że bez informacji o naszyjniku nie będzie w stanie pomóc). Powie też, że do rytuału pomocny (choć nie niezbędny) jest pewien rzadki szafir – szafir arminowy. Tak się dziwnie składa, że taki szafir jest umieszczony w diademie, złożonym do depozytu w jednym z banków, którą to informację można uzyskać bawiąc się komputerem na komisariacie. Można będzie udać się do banku. (Uwaga, jeśli gracz nie dowie się tego wszystkiego, to i tak do banku się uda – na przykład celem dokonania jakiejś wpłaty, czy coś w tym stylu – w każdym razie coś się wymyśli). I o dziwo, kiedy gracz będzie w banku, na instytucję tą zostanie dokonany napad. I tutaj dosyć ostra strzelanina – gracz + ochrona vs. bandyci. Kradzież zostanie udaremniona, kilku bandytów zginie od kul, reszta ucieknie. Każdy z bandytów będzie miał w jakimś miejscu wytatuowany (wypalony??) znak identyczny z tym na pierścieniu. Ponadto identyfikacja zwłok wykaże, że są to młodzi ludzie – synowie miejscowych biznesmenów. Teraz widzę 3 wyjścia z sytuacji:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-          sprawdzić gdzie bywali ci bandyci (oczywiście w krótkich chwilach, w których akurat nie dokonywali jakiegos napadu), przepytać ich znajomych itp. co zaowocuje informacją o opuszczonym budynku, do którego czasami się udawali&lt;br /&gt;-          wziąć pod lupę inne dzieci lokalnych bogaczy (znaleźć znaki na ciałach, sprawdzić odciski palców – u jednego z nich będą się zgadzać, przesłuchiwać itp. co w krótkim czasie doprowadzi do rozwiązania sprawy)&lt;br /&gt;-          poczekać na rozwój wypadków, szczególnie uczulając policjantów na wypatrywanie różnych oznak satanistów itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie wyjście jest moim zdaniem dosyć jasno opisane, więc zajmę się teraz trzecim, które od pewnego momentu jest zbieżne z pierwszym. W każdym razie sytuacja rozwinie się następująco – pewnego wieczoru jeden z patrolujących miasto policjantów zgłosi, że widział grupkę w szatach z kapturami, wchodzących do opuszczonego budynku. Poprosi i wsparcie. Nasz inspektor gadget pojedzie na miejsce. Oczywiście stoper będzie odmierzał czas – założmy jednak, że zdąży. Wraz z gliniarzami zacznie szturm budynku, w którym odprawiany jest rytuał. Kolejna strzelanina. Większość kultystów zginie, część być może ucieknie, być może zostanie aresztowana. Ocaleje ofiara – młoda dziewczyna, która poda rysopis szefa gangu. Bez problemu będzie można go już wtedy odnaleźć – to będzie koniec kultystów – case closed. Natomiast jeśli bohater nie zdąży, to rytuał dobiegnie końca, samotny gliniarz, który zauważył zbirów zginie, a siły piekielne zdobędą gola w tym meczu. Oczywiście nadal będzie można później korzystając z wyjścia 2 odnaleźć sprawców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach jeszcze odnośnie zbieżności z wyjściem 1 – w wyniku obserwacji budynku o którym mowa w opisie 1 opcji będzie można zauważyć chłopców wchodzących i wychodzących z tamtąd od czasu do czasu. Będzie można także podsłuchać kiedy odbędzie się rytuał i przeszkodzić mu bez stopera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba tyle – jeśli coś pominąłem, piszcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.&lt;br /&gt;Widzenie – zdolność umożliwiająca bohaterowi dostrzeganie rzeczy normalnie niewidocznych – wszelkich znaków bądź to niebiańskich bądź też piekielnych widocznych tylko wybranym. Ponadto gdy widzenia użyjemy w połączeniu z np. aparatem, aparat sfotografuje to co widzimy dzięki użyciu tej zdolności.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-8305412482036488781?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/8305412482036488781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=8305412482036488781&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8305412482036488781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8305412482036488781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2010/01/dawno-temu.html' title='Dawno temu.'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-392076494451542277</id><published>2008-12-17T18:05:00.001+01:00</published><updated>2008-12-17T18:05:52.972+01:00</updated><title type='text'>Helen co ty wyprawiasz?!</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Helen - Mam ochotę na jeszcze jedną z twoich borówek.&lt;br /&gt;Autor - Przecież ty masz mieć pociąg do kobiet.&lt;br /&gt;Helen - Ale to była aseksualna chęć.&lt;br /&gt;Autor - To chyba tylko ja tu jestem taki zboczony.&lt;br /&gt;Helen - Wiesz co? Nie chcę tego odziedziczyć po tobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę później...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Helen - Czy ja naprawdę muszę być podrywana przez nią?&lt;br /&gt;Autor - A co w tym złego? Jest ładna, utalentowana, nieco dziwna ale bogata.&lt;br /&gt;Helen - Ale jest kobietą.&lt;br /&gt;Autor - Ty też i co z tego?&lt;br /&gt;Helen - Autorze! Nie rób ze mnie tworu zależnego!&lt;br /&gt;Autor - No dobra, ale tak zostało już postanowione. Chyba że wolisz brudnego anty-Harrego co chce Cię tylko do sexu.&lt;br /&gt;Helen - Ty nic nie rozumiesz.&lt;br /&gt;Autor - Helen, rozumiem. Jesteś częścią mnie. &lt;br /&gt;Helen - No dobrze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(rok 2008 wiele miesięcy po dialogu)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor – No i jak Helen, na dobre to nam nie wyszło raczej...&lt;br /&gt;Helen – Mów za siebie, nie Ciebie zrzucono ze schodów i dobito wazonem.&lt;br /&gt;Autor – Ale ja zostałem do tego zmuszony!&lt;br /&gt;Helen – Mogłeś mnie bronić! Cham! Świnia nie autor!&lt;br /&gt;Autor – Ale mnie kobiety molestowały! Ich było więcej, aż dwie były, jedna nierozgranięta a druga nadmiernie rozgarnięta. One, dwie to jak... jak potęga.&lt;br /&gt;Helen – Wiesz co autor? Ty dupa jesteś, dupa i debil. Żeby się kobietom dać, jaj nie masz i już. Własnego tworu nie umiesz obronić, pierw zrobiłeś ze mnie prawie lesbijkę a później zabiłeś. Kretyn jak nic. A mogłeś chociaż odesłać do Polski.&lt;br /&gt;Autor – Tiaa... na rozstrzelanie chyba.&lt;br /&gt;Helen – Lepsze to! Lepsze to niż waza na łbie i Harry co chciał mnie przetegować w kuchni.&lt;br /&gt;Autor – Ale to Marlena!&lt;br /&gt;Helen – Jaka Marlena?&lt;br /&gt;Autor – No Kołek.&lt;br /&gt;Helen – Sam jesteś kołek, co znowu za kobietą tu się bronisz.&lt;br /&gt;Autor – Nie bronię tworze beznadziejny, oskarżam. To ona Cię zabiła, bo zazdrosna była.&lt;br /&gt;Helen – Prooooszę Cię, o kogo? O panią poetkę z weltszmercem? &lt;br /&gt;Autor – Helen! Ty ty gnomie jeden ty! Wazą ją! Wazą!&lt;br /&gt;Helen – Oh narodzie... nie znowu! (łubudu)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Chwilę później...  )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor – Choroba, musiałem sobie ręce ubrudzić...&lt;br /&gt;Helen – (Z wazą na głowie) No patrzcie tylko...&lt;br /&gt;Autor – Słucham?&lt;br /&gt;Helen – Ah, nic, nic... tak tylko mnie głowa boli...&lt;br /&gt;Autor – Jakoś tak niewyraźnie mamroczesz. Myślisz że jak sobie globusa zrobiłaś to odrazu będziesz mieć stereo. &lt;br /&gt;(Pojawia się Harry)&lt;br /&gt;Harry – Ello Darling...&lt;br /&gt;Autor – O! …yy… anty… Harry! Jak miło, że wpadłeś.&lt;br /&gt;Helen – Bardzo, normalnie aż mi dzwoni w uszach z radości.&lt;br /&gt;Harry – No nie wiem co tu się dzieje, fabułe zmieniliście? Pierw Helen robi za największą sztywniarę na scenie a tu nagle leży w rozkraku z głową w dziurze, znaczy w wazonie. &lt;br /&gt;Autor – A tak, tego no bo my ćwiczymy do jeden sceny.&lt;br /&gt;Helen – Cieeekawe jakiej?!&lt;br /&gt;Harry – Właście ciekawe...&lt;br /&gt;Autor – (jak nie kopnie w wazę, dodając głośniej) Wyślemy Helen na dno Tamizy, w betonowych butach z akwarium na głowie. Bedzie badała jakoś wody. Chcesz się dołączyć?&lt;br /&gt;Harry – Muszę przyznać że to ciekawy pomysł, jednak po głębszym...&lt;br /&gt;Helen – Jednym głębszym?&lt;br /&gt;Autor – Czemu tylko jednym? Po dwóch odrazu kreatywność wzrasta.&lt;br /&gt;Harry – No nie możesz zaprzeczyć, że kreatywny to nie jestem.&lt;br /&gt;Helen – Tak, tak... a szczególnie pod stołem.&lt;br /&gt;Autor – A co ty wiesz o jego kreatywności pod stołem?&lt;br /&gt;Helen – Bo ja wiem, polska wścibskość się kłania. Zresztą nie tylk on, inni też.&lt;br /&gt;Autor – Ale kto? &lt;br /&gt;Helen – No jak to kto, no, no, no ta twoja...&lt;br /&gt;Autor – Jaka moja?&lt;br /&gt;Harry – Poetka z weltszmercem.&lt;br /&gt;Autor – Ty, ty, ty sobie uważaj bo mam jeszcze jeden wazon na zbyciu.&lt;br /&gt;Helen – No racja poetka, co poetką była a później się odhomogenizowała i wyszła za mąż. No i diodka.&lt;br /&gt;Autor – Jaka idiotka?&lt;br /&gt;Harry – Kołek.&lt;br /&gt;Helen – Sam jesteś kołek, ona miała warkoczyki.&lt;br /&gt;Autor – Ratujcie mnie pany. &lt;br /&gt;Helen – A sztywniak? Sztywniaka Ronomaniaka nie pamiętasz?&lt;br /&gt;Harry – Ja pamiętam, ale z Chicago, był lokalnym udawanym amantem co mu nie staje.&lt;br /&gt;Helen – Parasolka mu nie staje?&lt;br /&gt;Harry – Eee... nie no gdzie tam, szofer się nigdy nie słucha.&lt;br /&gt;Autor – A później był ojciec.&lt;br /&gt;Helen – Ojciec? Jaki on ojciec?! On umarł, w wannie później leżał i od wody napuchł. I właściwie to później się zasuszył i nawet ćwierć babcią by niemógł być.&lt;br /&gt;Harry – Viagra dobra na wszystko!&lt;br /&gt;Helen – Dobra może i na wszystko, na układanie kafelków pewnie też ale jak nie ma się nic ciała to raczej nie pomoże.&lt;br /&gt;Autor – Viagre w tym świecie wynajda dopiero za 70 lat, chyba se poczeka.&lt;br /&gt;Helen – Ja wiem, niech spróbuje prezerwatyw z świńskich jelit, takich z których robi się kiełbasę.&lt;br /&gt;Autor – Dziękuję, ten okropny obraz pozostanie w moim umyśle do końca życia.&lt;br /&gt;Harry – Ciekawe czy to działa, muszę spróbować.&lt;br /&gt;Autor – Nie będe w stanie zjeść żadnej parówki do końca życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(łubudu!)&lt;br /&gt;Harry – (z głową w wazie) Ałaaa! Za co?&lt;br /&gt;Autor – Nie wiem... jakoś tego potrzebowałem, no tak bardziej. To przez tą parówkę.&lt;br /&gt;Helen – A nie kiełbasę?&lt;br /&gt;Autor – (brew up)&lt;br /&gt;Helen – Haha saved from the brew!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-392076494451542277?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/392076494451542277/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=392076494451542277&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/392076494451542277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/392076494451542277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/12/helen-co-ty-wyprawiasz.html' title='Helen co ty wyprawiasz?!'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3444344836867359553</id><published>2008-05-28T20:51:00.000+02:00</published><updated>2008-05-28T20:52:26.230+02:00</updated><title type='text'>Her mind in the core</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;- Odłącz ją do cholery! – krzyknął Trymar napierając całym ciałem na de-blokady dział przeciwlotniczych. Nie chciały ustąpić. Podłoga pod nim zadrżała od, tym razem o wiele bliższej, serii wybuchów spowodowanych przez grad spadających pocisków – Jeśli ona umrze, nikt nas stąd nie wydostanie!&lt;br /&gt;- Raz podłączonego do eteru człowieka nie można odłączyć, dopóki on sam nie zakończy połączenia! – Icao trzymał Pax by nie upadła, czuł jej zanikający oddech. Coraz bardziej narastało w nim uczucie przerażenia gdy zaczęło docierać do niego, że eter zaczął ją pochłaniać – a tego nie przewidział. Sądził, że odrazu poradzi sobie z siecią i dostanie się do wewnętrznej magistrali i uruchomi cały system – Miej w nią chociaż trochę wiary!&lt;br /&gt;- Muszę mieć powód, żeby chociaż trochę w coś uwierzyć! A ona nie daje mi żadnego, nawet najmniejszego! – puścił de-blokady i wspiął się na podest kapitański z którego swobodnie przez duże ekrany można było obserwować niebo i horyzont. Blade i odległe słońce odbijało się od lodów Europy, zamrażając oddech na samą myśl o świecie na zewnątrz.&lt;br /&gt;Jego wzrok przeczesywał niebo w poszukiwaniu zbyt dobrze mu znanych kanciastych brył, które pojawiały się, otoczone jasnym blaskiem pochodzącym z wielkich silników potrzebnych do napędziania monstrualnych bombowców i krążowników. Nagle dostrzegł blask wybuchu na powierzchni lodowca nie dalej niż kilometr od nich, zaraz potem ujrzał wiele ciemnych sylwetek pędzących w ich stronę z wściekłym rykiem.&lt;br /&gt;- Już tu są! Przygotuj się, zaraz oberwiemy! – krzyknął Trymar opadając na jedno kolano , kątem oka widząc plamy światła opadające na ekrany nad nim.&lt;br /&gt;Oczy Icao zastygły w przerażeniu, gdy dostrzegł że za chwilę przestaną istnieć. Zamknął je, wstrzymał oddech i czekał. Jednak nic się nie stało. Poczuł jak ciało Pax w jego objęciach staje się lżejsze z każdą sekundą, jak wszystkie jej mięśnie rozluźniają się a oddech staje się silny i głęboki.&lt;br /&gt;Otworzył oczy i ujrzał przed sobą na ekranie komputera rzędy cyfr i zapisów danych, przesuwających się z prędkością o wiele za szybką dla jego umysłu by odczytać chodźby jedne z nich.&lt;br /&gt;- Trymar! Udało jej się! – objął dziewczynę mocniej by nie straciła równowagi – Uruchomiła tarczę! – z trudem przyszło mu opanowanie śmiechu. Trymar uniósł głowę z niedowierzaniem, nad nim ponad szklanymi ekranami ciemna łuna energii powstrzymała i pochłonęła cały impakt bomb.&lt;br /&gt;Icao wciągnął gwałtownie powietrze widząc, że ciało Pax znowu tężeje i zaczyna drgać konwulsyjnie. Na ekranie zaczęły sie pojawiać informacje o blokadach systemu, przy próbach ich pokonania  - cały system zaczął wysyłać swoje oprogramowanie ochronne przeciwko umysłowi Pax. Mężczyzna wiedział zbyt dobrze, że to mogło ją zabić - spalić jej mózg na wiór.&lt;br /&gt;- Trzymaj się Pax – szepnął jej do ucha – Wycofaj się, nie narażaj swojego życia i naszego, wystarczy tyle ile dokonałaś. Jesteśmy już bezpieczni – Icao wiedział, że jego słowa niewiele dadzą gdyż ciało Pax nie wysyłało teraz żadnych informacji do umysłu oddalonego o miliardy kilometrów danych stąd.&lt;br /&gt;Informacje zaczęły znikać z ekranu komputera. Trymar stanął obok i wpatrywał się w bladą twarz dziewczyny.&lt;br /&gt;- Co się dzieje? Czemu ona jeszcze się nie budzi? – zapytał z nutą strachu i zniecierpliwienia. Icao potrząsnął tylko głową w odpowiedzi.&lt;br /&gt;- Nie wiem, wygląda na to że próbuje dostać się głębiej, ale nie wiem czego szuka – przerwał patrząc na monitor – być może informacji lub czegoś co będzie nam w stanie pomóc.&lt;br /&gt;Nagle, gwałtowna seria wystrzałów zmusiła ich do spojrzenia w szklane ekrany otwierające się na powierzchnię Europy. Otaczające ich komputery i mechanizmy zaczęły kolejno ożywać w niespodziewannym oddechu maszynerii pełnym buczenia i dudnienia. Trymar śledził wzrokiem jasne smugi na niebie, znaczące tor lotu pocisków przeciwlotniczych, które starał się wcześniej odblokować i uruchomić.&lt;br /&gt;- Miałeś rację, udało się jej – odetchnął z ulgą Trymar. Icao uśmiechnął się w odpowiedzi i otarł pot z czoła Pax. Nie poczuła tego, nie mogła. Znajdowała się bardzo głęboko wewnątrz bazy, w samym sercu reaktora.&lt;br /&gt;Dziewczyna odetchnęła powoli, po niedawnym ataku systemów obronnych była obolała i zmęczona, jednak wiedziała, że tutaj znajdzie kilka odpowiedzi. Jednak, nie była przygotowana na to że dotykając lśniącej smugi światła będącej sercem reaktora, obudzi rdzeń.&lt;br /&gt;- Pax... Pax... – melodyjny, głęboki, zbyt znajomy głos powtarzał jej imię. Ze światła wyłoniła się pierw twarz a później ciało dorosłego mężczyzny, eter rozwiewał jego ciemne włosy i sprawiał że niebieskie oczy lśniły blaskiem.&lt;br /&gt;- Tato! – Pax wydała z siebie zduszony okrzyk, była wyczerpana i bała się, że jeśli teraz podda się może nigdy więcej się nie obudzić.&lt;br /&gt;- Musisz wracać Pax, nie jestem już człowiekiem. Jestem żywym rdzeniem reaktora tej bazy, raz podłączony nie mogę go opuścić, ale ty... ty jesteś tu przez przypadek, niepowinnaś była wiedzieć o istnieniu tego miejsca tak samo jak Ci ludzie. Jednak wiesz, powiedz mi dziecko, skąd?&lt;br /&gt;Westchnęła boleśnie gdy to usłyszała, gdyby mogła to chciałaby z nim zostać. Jednak nie mogła.&lt;br /&gt;- Centrala – powiedziała Pax wiedząc, że to powie mu więcej niż cokolwiek innego.&lt;br /&gt;- Ach... – duch westchnął – Centrala musi zostać zniszczona, nie dlatego że jest największym złem dzielącym ludzi ale dlatego, że wciąż jest żywą istotą którą zmusza się do czynienia krzywdy innym. Centrala musi zostać zniszczona, ponieważ śmierć będzie dla niej wybawieniem – mężczyzna objął Pax po raz pierwszy i ostatni w jej życiu – Musisz zrozumieć, że takie było przeznaczenie naszej rodziny.&lt;br /&gt;- Rodziny? – Pax zabrakło słów, nie rozumiała – Kim jest Centrala?&lt;br /&gt;Jej ojciec uśmiechnął się smutno.&lt;br /&gt;- To twoja siostra.&lt;br /&gt;Nagle coś gwałtownie szarpnęło ją za całe ciało, zmuszając ją do gwałtownego zamknięcia oczu. Skóra ją paliła i nie mogła złapać oddechu, czuła że ciśnienie zaraz rozsadzi jej uszy. Dopiero po chwili dotarło do niej że słyszy normalnie, że oddycha prawdziwym powietrzem. Dopiero teraz poczuła, że ktoś ją obejmuje i nie pozwala przewrócić się na ziemię.&lt;br /&gt;- Wszystko w porządku Pax – powiedział powoli Icao – nic Ci nie jest?&lt;br /&gt;Szarpnęła się w jego ramionach – Nie! Nie! Puść mnie, pozwól mi tam wrócić! Tam jest mój ojciec!&lt;br /&gt;Napotkała spojrzenie Trymara i zrezygnowała. Icao tylko pokręcił tylko głową.&lt;br /&gt;- On jest żywym rdzeniem Pax, nic nie możesz dla niego zrobić. To był jego wybór, na całe życie i nie masz prawa tego zmieniać.&lt;br /&gt;Nie chciała tego słyszeć ani zrozumieć. Był tam, naprawdę tam był, objął ją i uśmiechał się do niej. Przez tysięczną sekundy miała ojca który ją kochał. Jednak w tą myśl wkradła się inna, mroczniejsza.&lt;br /&gt;- Ona jest moją siostrą – powiedziała z niedowierzaniem. Trymar i Icao spojrzeli na nią nic nie rozumiejąc – Centrala jest moją siostrą – powtórzyła.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3444344836867359553?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3444344836867359553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3444344836867359553&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3444344836867359553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3444344836867359553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/05/her-mind-in-core.html' title='Her mind in the core'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3717003688082008826</id><published>2008-05-27T16:23:00.000+02:00</published><updated>2008-05-27T16:24:32.602+02:00</updated><title type='text'>Africanae</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Bo najlepsza w tym wszystkim jest herbata, jeszcze gorąca z nikłymi smużkami pary unoszącej się z ciemnego płynu uwięzionego w szklanym więzieniu. To szklane więzienie w moim przypadku ma jeszcze chromowane dno i rączke, bardzo eleganckie i dobrze wykonane. W tym wszystkim niezwykłe jest słuchanie muzyki i czytanie książki o Afryce, nie dlatego, że wyobraźnia dziko gna w zupełnie inne miejsce ale dlatego, że herbata, książka i muzyka zupełnie nie przystoją czarnemu kontynentowi.&lt;br /&gt;„Bo, to wszystko jest piękne – dawno zagubione i odnalezione”. Chętnie czasem zastąpił bym posępną Europę, pełną ludzi którzy sami siebie nie rozumieją a co bardziej bliźniego, własnie wciąż dziką Afryką. Chociaż na chwilę, by uchylić czoła przed pustyniami i sawannami i zlęknąć się chichotu Hien i ryku lwa czającego się kilka kilometrów dalej.&lt;br /&gt;Usiąźć któregoś razu na suchej spalonej ziemi, czując jak zeschnieta trwa tnie skórę na nogach i nic nie mówiąc słuchać ciszy do okoła. Tak głębokiej, że człowiekowi wydaje się, że zaraz usłyszy jak planeta wykonuje swój kolejny obrót na osi wieczności. Spoglądając na rozpalony dysk,  schylający się powoli do ukłonu dla tego prastarego kontynentu. By po chwili tonąć już w odcieniach błękitu, ciemniejącego wraz z czerwienią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3717003688082008826?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3717003688082008826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3717003688082008826&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3717003688082008826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3717003688082008826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/05/africanae.html' title='Africanae'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-4698021923923315647</id><published>2008-05-05T12:50:00.000+02:00</published><updated>2008-05-05T12:51:33.977+02:00</updated><title type='text'>Do Widzenia, oczywiście jakby inaczej.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Spoglądałem przez pewien czas w rozjaśnione ciepłym światłem ulice naprzeciwko, na blok który w swojej ciepłej żóło-pomarańczowej barwie pochłaniał słońce jak dojrzewająca pomarańcza.&lt;br /&gt;Na ulicach kręcą się ludzie, zresztą nie dziwie im się – w taką pogodę coś człowieka ciągnie by wyjść z domu i chociaż na chwilę podziękować Bogu za ciepło i jasność. Był tam też mężczyzna, który – co mnie nieco rozśmieszyło wyszedł w puchowej katanie, flanelowej koszuli i szaliku artystycznie obwiązanym w około szyi. Nie był młody, widać że już niedługo może będzie mieć wnuki – a może już je ma, ale zaciekawił mnie jego wygląd i jak stał i wskazywał palcem na różne sklepy a ktoś w oddali mówił mu czy to ten czy nie.&lt;br /&gt;Wracam do pokoju, ubolewam nad brakiem słońca w nim, jest ulokowany na tej bezsłonecznej i ciemnej strony bloku.  Dzisiaj zastanawiam się nad wieloma rzeczami i wieloma osobami, nie robiłem tego zbyt często ostatnio i teraz wydaje mi się to najlepszym momentem.&lt;br /&gt;Dotarło do mnie jak ważne jest samokształcenie, czytanie książek – tych którzy niektórzy nazwą głupimi i nieżyciowymi – dodając, że psychologia to tylko teoria a życie uczy czegoś innego. Jednak, po przeczytaniu tylu stron i zrozumieniu w swoim własnym zachowaniu co robi się źle a co dobrze człowiek nagle zaczyna dojrzewać. A wszystkie teoretyczne słowa nagle w życiu nabierają ważnego znaczenia w praktyce i czujemy się o kilka stopni wzwyż bogatsi niż gdybyśby nie popełnili tego strasznego grzechu – nauki psychologii samych siebie i własnych emocji.  W końcu cytując piosenkę, jeśli ktoś miał rację to czemu my wciąż jesteśmy tu a tej osoby nie ma?&lt;br /&gt;Wiem jak ciężko jest kogoś stracić – lub patrzeć jak nagle zaczyna się coś dziać z tą osobą i zmienia się diametralnie w naszych oczach i zaczyna się bez żadnego powodu od nas oddalać. Muszę to przeżyć, nie jeden raz zresztą, ale co zrobię? Nakrzyczę na tego człowieka i powiem mu że źle robi w życiu i sam ze sobą? Równie dobrym efektem byłoby rzucenie w niego najcięższą książką jaką posiadam w biblioteczce.&lt;br /&gt;Do tego wszystkiego brakuje mi lampki wina, wydaje mi się że słodkie czerwone byłoby najlepsze i puchar lodów, ale to jest opcjonalne. Muszę obudzić się z rozmarzenia i pomyśleć, że zaraz idę do pracy – którą mimo wszystko lubię i lubię jak są wypłaty, chociaż powinny być wyższe i częstsze. Tak w tej chwili odezwał się mój bakcyl konsumencki który bardzo by chciał iśc na zakupy, za nową koszulą, marynarką... czy o zgrozo butami których mi strasznie trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-4698021923923315647?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/4698021923923315647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=4698021923923315647&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4698021923923315647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4698021923923315647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/05/do-widzenia-oczywicie-jakby-inaczej.html' title='Do Widzenia, oczywiście jakby inaczej.'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-1518847949817994928</id><published>2008-04-16T22:28:00.000+02:00</published><updated>2008-04-16T22:29:03.845+02:00</updated><title type='text'>Z mokrymi butami</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Stoję z papierosem na balkonie i oglądam szary dzień, dopiero się dla mnie zaczął dla innych już dawno. Powinienem, gdy jest dzień wolny wcześniej wstawać, nie powiem, że mi się nie chce raczej mój organizm sam śpi tak długo, trochę za długo. Stoję w chłodzie, bo jest nie więcej niż 10 stopni i nieprzyjemny wiatr a ja czekam na bardziej słoneczne dni. Kawa i papieros, kto by pomyślał że będę miał ochotę tak zaczynać dzień, niezdrowo. Słyszę odbijane echem poszczekiwanie psa, które brzmi jak skowyt jakiegoś stworzenia nie z tego świata, a może z tego ale na pewno nie psa. Za chwilę coś zjem i wyjdę z domu, z aparatem i skieruję się do lasu. Właściwie po co? Mogę powiedzieć, że mi się nie chce bo zimno i mokro i w ogólę obrzydliwie. Ale dzisiaj muszę wyjść.&lt;br /&gt;Obiad był ciężki, bardzo dobry ale ciężki. Delikatny gulasz, w jasnym sosie i frytki, prawdopodobnie to przez te frytki. Marzy mi się dużo owoców i warzyw, takich akurat słonecznych i dojrzałych, cudownie rozpływających się w ustach, ale nie w palcach.&lt;br /&gt;Dzień zbliża się powoli ku końcowi, wprawdzie nie da się tego dostrzec po wędrówce słońca, które od paru dni wstydliwie chowa się za grubą warstwą chmur. Jednak tryb życia i czynności które podejmują ludzię do okoła świądczą o godzinie i zbliżającej się nocy.&lt;br /&gt;Skończyłem zmywać po kolacji, wytarłem ręce. Postanowiłem, że zjem pite jako że zmarzłem w lesie i potrzebowałem coś ciepłego. Na początku planowałem naleśniki z dżemem i z rozpędu zrobiłem słodkie ciasto, ale okazało się że nie ma dżemu więc po sprawdzeniu zawartości lodówki postanowiłem zmienić przepis. Pokroiłem dwa pomidory i ogórka w kostkę, dodałem wędliny, śmietany i trochę przypraw. Znalazła się tam pietruszka, bazylia, pieprz i sól, a takżę trochę słodkiej papryki i curry. Byłem bardzo zadowolony, że znalazłem kminek i owoce jałowca w przyprawach, także je dodałem jako że uwielbiam ich nietypowy smak. Zawartość poddusiłem trochę na większym ogniu, postanowiłem nie popełniać błędu typowego dla nas północnych Europejczyków. Nie usmażyłem nadzienia, tylko przygotowałem je bardzo ciepłe, idealnie wymieszane i zaczynające powoli wydzielać swój aromat. W końcu pita to potrawa na kilka dni, więc jutro gdy przyjdzie mi ochota, mogę spokojnie podgrzać nadzienie bez obawy przepalenia go.&lt;br /&gt;Mogę w końcu usiąźć na chwilę po całym dniu. Nie spodziewałem się, że mój szalony gen wędrowcy zaprowadzi mnie aż pod Las Arkoński i Dęby Bogusława, to daleko nie wiem jak ale pamiętam że daleko. Jestem pewien, że to lepiej dla mnie iż tak daleko byłem i odetchnąłem. Czuję się o wiele mniej zmęczony, niż się tego spodziewałem, chociaż katar wciąż mi doskwiera. Najbardziej jednak martwię się o aparat, zmokł trochę, były momenty że dłońmi musiałem robić nad nim daszek by oszczędzić mu tego nawału wody spadającej z nieba.&lt;br /&gt;Łukasz odezwał się, cieszę się z tego chociaż przytłacza mnie ograniczenie jakie niesie ze sobą taka krótka wiadomość. Pewnie jestem histerykiem, bo chciałbym więcej i częściej, albo znowu mówię ‘Dzień dobry’ z wielkim ukłonem do mojego egoizmu, ale daje sobię radę – wytrzymałem cały dzień, dorobiłem się zakwasów, kilku życiowych konkluzji i lepszego humoru. Napewno będzie dobrze, wierzę w to z całego serca. Tak bardzo zależy mi na tym życiu teraz, że czuję jak wszystko do okoła zaczyna promienieć swą własną siłą której ja dotychczas nie potrafiłem zobaczyć, a od niedawna dopiero zacząłem odczuwać.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-1518847949817994928?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/1518847949817994928/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=1518847949817994928&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/1518847949817994928'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/1518847949817994928'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/04/z-mokrymi-butami.html' title='Z mokrymi butami'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-7063971455635031063</id><published>2008-04-15T17:57:00.000+02:00</published><updated>2008-04-15T18:32:02.605+02:00</updated><title type='text'>Zapiski ze słonecznikiem.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Czy nie jest dziwnym to, że gdy przychodzą nasze najszczęśliwsze chwile w życiu nagle stajemy przed ścianą smutku, bardzo często spowodowanego przez... to co się dzieje teraz na przykład rozłąka z ukochaną osobą i wspomnienia bólu z dawnych dni, które sprawiają że boimy sie o to co dzieje się teraz w naszym życiu.&lt;br /&gt;Czasem zastanawiam się, jak stawić czoła depresji spowodowanej tęsknotą gdy jest się zmuszonym oglądać zachmurzone niebo i słyszeć skrzypienie paneli pracujących na podłodze w pustym domu, a tak... trzeba do tego doliczyć chrapanie ojca i dom nie będzie już tak pusty jakby to nam mogłoby się wydawać.&lt;br /&gt;Jednak pozostaje wciąż przestrzeń do wypełnienia, długi okres czasu w którym trzeba się czymś zająć. Dlatego otwieram szafy i szukam czegoś koniecznego do zrobienia. Koniecznego w sensie pozornym, ponieważ koniecznie powinienem uczyć się na egzamin w pracy, który jeśli go nie znam stracę pracę w bliższym lub dalszym okresie.  Teraz to nie ważne. Czuje się najważniejszy w tej chwili sam dla siebie, nawet jeśli to szczyt egoizmu. Właściwie co może być szczytem egoizmu? Wyciąganie z szaf ciuchów i układanie ich w kostkę, nie wydaje mi się.&lt;br /&gt;Postanowiłem na nowo odkryć swój pokój. Bardzo bym chciał zmienić w nim wiele rzeczy, jednak to kwestia ogólnej niemozliwości najbliższych dni i miesięcy. Jeszcze dogryza mi katar... smark, smark, smark. Chodzę i pociągam nosem bez żadnego skutku koniecznego. Kawa nie pomogła ani witamina C. Wyciągnąłem z łazienki szmatę, zmoczyłem ją i z pedantyczną maniakalnością zacząłem myć z kurzu szafki, myślę by umyć podłogę i zmienić kolory pokoju. Zmienić kolor koca z brązowo kremowego na zielony z żółtym. Nie wiem, cokolwiek by tylko wprowadzić w ten pokój więcej życia, przytulności.&lt;br /&gt;Tabletka Ibupromu, być może to pomoże mi zapomnieć o katarze. Telefon wciąż milczy, jeden i drugi. Trzeci właściwie też.&lt;br /&gt;Jak można mieć w domu ponad 7 telefonów komórkowych. Wymiotować mi się chce na samą myśl od posiadania takiej ilości telefonów, a co jeśli by wszystkie zaczęły na raz dzwonić. Z uśmiechem sobie wyobrażam taką scenę gdy próbuję w przeraźliwym hałasie odebrać chociaż którykolwiek. A w tle wciąż leci ‘Pod słońcem Toskani’, to dziwne jak niektóre filmy wpływają na nas i nasze samopoczucie. Zmieniając nasze poglądy i doprowadzając w końcu do... co dziwne i niezwykłe łez i uśmiechu.&lt;br /&gt;Teraz zastanawiam się, dlaczego nigdy wcześniej nie wstawiłem do siebie niczego co miałoby żywe kolory, czerwieni, pomarańczu czy głębokiej zieleni. Wciąż byłem otoczony kolorami nie złymi, ale wprawdzie smutnymi. Ciemnym i jasnym brązem, brudnym srebrem i złotem. Kolorami drewna, które nigdy naprawdę nie wnosiły ani odrobiny słońca ani radości. Dziwne dlaczego dopiero teraz to zauważyłem. Zastanawiam się teraz nad innymi zmianami, które mógłbym a nawet powinienem wprowadzić. Zmiany bywają konieczne, tylko zwykle mi przychodzi z trudem ich zauważenie.&lt;br /&gt;Zastanawiam się nad kwiatami, czy kwiaty właściwie byłyby czymś dobrym w takim ciemnym pokoju? Może jakaś jasno liściasta roślina, która wytrzymywałaby niezbyt dużą ilość słońca i chłód wnętrza. Jednak, myślę o wazoniku z kwiatami, pięknie zdobiącym ciemne meble i wielu zdjęciach. Zwykłych a zarazem czarujących makrach kwiatów, w eleganckich antyramach. Nie muszą być duże, ważne by niosły ze sobą dużo słońca i radości.  Napewno trochę promieni niesie ze sobą puszka z ananasami, kto by chciał trzymać na półce taką puszkę jako ozodobę? Nie wiem, nie wpadłem na to jeszcze. Ona poprostu stoi tam od jakiegoś czasu i pomaga książką stać prosto prawdopodobnie przesycając je swoim słodkim aromatem. Chciałbym sobie wyobrazić, że gdy puszka zniknie te książki wciąż będą pachnieć słodkim owocem w zalewie a czytanie ich będzie tak samo rozkosznie przyjemne. Nawet jeśli są to książki o psychologii, których czytanie po kilku stronach wymęcza mnie i zmusza do odpoczynku.&lt;br /&gt;Dzień powoli zbliża się ku końcowi, a ja mimo iż sprzątnąłem swój własny umysł, pokój pozostawiam w pewnym chaotycznym artystycznym nieładzie. Wciąż wiele pozostało do ułożenia. Szuflady wyglądają o wiele lepiej, a półki pachną drewnem i wodą, co niekoniecznie jest cudowne ale niesie ze sobą pewną dozę zmiany.&lt;br /&gt;Tak jak kiedyś przeczytana przeze mnie zasada Feng Shui, gdy chcesz doczekać się zmian w swoim życiu przenieś 27 rzeczy, wtedy coś się zmieni, bo ty sam zapoczątkujesz te zmiany. A gdy to nie podziała, tupnij każdą nogą 27 razy.&lt;br /&gt;Nagle stwierdziłem, że tak duża ilość kartonów w pokoju przytłacza, chociaż kiedyś lubiłem kartony i pudła, podobała mi się ich kanciastość i wykonanie niektórych opakowań. Gitara na szafie od dawna przykryta kurzem, na którym można palcem rysować melodyjne, ciężkie wzory. A ja już jestem myślami daleko, chcę wyjść z domu i iść biegać. Nie wiem czy to dobry pomysł, jest mokro i zimno, ale chcę poprostu wyjść.&lt;br /&gt;Wyczyściłem drukarkę, pokazuje że tusz się kończy. To nie zbyt dobrze, chciałem wydrukować zdjęcie Łukasza i słonecznika. Słonecznik i Łukasz, niezwykle mi się to kojarzy, słonecznie i ciepło. Coś niezwykłego i bardzo ciepłego.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-7063971455635031063?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/7063971455635031063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=7063971455635031063&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7063971455635031063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7063971455635031063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/04/zapiski-ze-sonecznikiem.html' title='Zapiski ze słonecznikiem.'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3781843893164524174</id><published>2008-04-07T11:53:00.002+02:00</published><updated>2008-04-07T11:54:50.738+02:00</updated><title type='text'>'Międzyczas' - Fragment powieści - 'O czym trzeba pamiętać'</title><content type='html'>- Nie mogę o tym zapomnieć, nikt nie może – usta drgały mu konwulsyjnie gdy próbował mówić. Z trudem chwytał powietrze. Pax objęła go mocno gdy znowu zaczął kaszleć – Nie pozwól mi – szeptał przerażony.&lt;br /&gt;- Ale o czym? – Pax widziała, że ma gorączkę, był nieobecny. Mówił do kogoś z przeszłości, ale wiedziała też że musi widzieć. Być może to jedyna okazja by mu pomóc.&lt;br /&gt;- Nie pozowlę Ci zapomnieć – powiedziała ciepło ściskając go za rękę. Coś mówiło jej, że on tego nie czuje ani nie słyszy, jednak miała nadzieję że chociaż odrobina z tego do niego dociera.&lt;br /&gt;- Musisz zrozumieć... nie miałem... nie mieliśmy wyboru. Nikt nam nie dał.&lt;br /&gt;Pax milczała próbując zrozumieć. Cierpliwie czekała aż odpocznie po każdym wypowiedzianym słowie.&lt;br /&gt;- Statki Ligii przybyły nagle, było ich zbyt dużo dla jakiejkolwiek cywilnej milicji – Trymar sięgnął dłonią do oczu, kaszląc ciężko.&lt;br /&gt;- Musieliśmy wszystkich ewakuować. Coirez, nasz dowódca zginął przy pierwszym ostrzale, nie wiem czemu... cholera nie wiem! Wybrali mnie na nowego kapitana. Zbyt wiele się działo na raz. Pamiętam krzyki, każdy krzyczał – bo nic nie pozostało poza krzykiem i łzami. Obrona padła po niecałej godzinie. Tza-ton przestało istnieć niedługo potem. Ja... próbowałem – Szarpnął jej rękę – Naprawdę próbowałem. Tylu ludzi wsadziliśmy do promów, wierząc że są już bezpieczni.&lt;br /&gt;Trymar skulił się w kolejnym ataku kaszlu. Pax ostrożnie otarła mu krew z ust. Mężczyzna otworzył oczy, pierwszy raz od dawna. Płynęły z nich brudne łzy, pełne kurzu i krwi.&lt;br /&gt;- Zestrzelili wszystkie statki cywilne, ścigali je dla sportu i rozrywki. Wsłuchując się w krzyki ludzi wyłapane na radiu.&lt;br /&gt;Pax znała dobrze historię Tza-ton. Słyszała relację tej niewielkiej grupy która przetrwała. Niedługo potem, Liga oficjalnie oświadczyła że ta masakra to było tylko ostrzeżenie.&lt;br /&gt;- Razem z Janae, uciekaliśmy gdy znaleźliśmy dwójkę dzieci – Pax spojrzała na niego wystraszona.&lt;br /&gt;- Nie...&lt;br /&gt;- Nie... nie umieliśmy. Złamałem rozkaz wojskowy, nie umiałem zabić dziecka w obliczu klęski obrony. Wzieliśmy je na plecy i biegliśmy, nie czułem ramion ale biegliśmy. W pewnym momencie... zaczęli do nas strzelać. Wojsko Ligii szukało niedobitków a natrafili na nas. Janae wybrała inną drogę a ja biegnąłem prosto. Na płycie czekał na nas prom, ostatni jaki został.&lt;br /&gt;Pax jęknęła z bólu. Wiedziała co jej powie, była przy tym gdy ostatni prom cywilny uciekający z Tza-tun wylądował w porcie w Basan. Na pokładzie były tylko trzy osoby, dwaj piloci i dziecko.&lt;br /&gt;Dłoń Trymara gwałtownie zacisnęła się na dłoni Pax, aż jęknęła z bólu.&lt;br /&gt;- Strzelili do niej gdy biegła. Nie mogłem jej pomóc, chłopiec rwał się i zaczął płakać. Jej oczy... były pełne zaskoczenia. On krzyczał bym jej pomógł – Jego głos się załamał – Uderzyłem go gdy kule przeszyły plecy tego drugiego dziecka i Janae. Zrobiłem to za mocno... stracił przytomność. A oni... oni wciąż... wciąż – Powtarzał cicho i obojętnie – wciąż... strzelali do ciała  jej i tego dziecka. Jakby chcieliby przestała istnieć. Prom nie czekał. Odwróciłem się bo drugi pilot stał w luku i krzyczał coś. Kazał mi skakać wtedy, mówił że zdąże. Chłopiec... on stał przy nim i trzymał się za twarz. Krzyknąłem wtedy ‘Nie! Nie ma czasu! On jest ważniejszy! Ratujcie go! On jest ważniejszy!’&lt;br /&gt;Pax wbiła spojrzenie w gładką materię koca którym był przykryty. Dźwięk jego głosu szarpnął jednak jej chwilowo cichą uwagę, zmuszają ją by znowu parzyła mu w oczy.&lt;br /&gt;- Patrzyłem jak wznoszą się a oni stali tam jeszcze chwilęi zniknęli... a później było już więzienie i już nic, tylko więzienie prawda Steeth? – Trymar zamknął oczy, jego dłonie zadrżały a on sam znieruchomiał.&lt;br /&gt;Zaniepokojona Pax położyła dłoń na czole mężczyzny. Zasnął wyczerpany.&lt;br /&gt;- Steeth był jego współwięźniem, przez bardzo długi czas i poza mną chyba jedynym przyjacielem w koloni karnej. – Icao stał w luku wejściowym, jakby niezbyt wiedział czy wejść czy się wycofać. Nie miała pojęcia jak długo tam stał.&lt;br /&gt;- Jak umarł? – zapytała nagle.&lt;br /&gt;- Co Ci każe sądzić, że umarł? – odparł Icao wchodząc do kajuty.&lt;br /&gt;Pax odwróciła się do niego by spojrzeć mu w oczy.&lt;br /&gt;- Ponieważ mówisz o tym mężczyźnie nim jak o kimś kogo już nie ma.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3781843893164524174?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3781843893164524174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3781843893164524174&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3781843893164524174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3781843893164524174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/04/midzyczas-fragment-powieci-o-czym.html' title='&apos;Międzyczas&apos; - Fragment powieści - &apos;O czym trzeba pamiętać&apos;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-7245231784363539343</id><published>2008-03-30T00:36:00.000+01:00</published><updated>2008-03-30T00:38:51.885+01:00</updated><title type='text'>O wierze</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;i&gt;„Wierzę”&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Któregoś dnia&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Pośród najciemniejszych myśli&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Może i musi narodzić się ta jedna&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Ta podnosząca ciało z ziemi na kolana&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Ta drżącymi palcami&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Zawierająca się na sercu człowieka&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Szepcząca głośniej niż krzyk&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Mówiąca jedną prawdę&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Któregoś dnia&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Nawet jeśli miałby to być koniec świata&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Któregoś dnia&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Nie w milionie myśli mych, ale w powietrzu&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Padną słowa&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Zmieni się znaczenie&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Skończy się to co było czymś złym&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Bo to co było i dzieliło nas zostanie uleczone&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Któregoś dnia&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Słońce otoczone zielonym płomieniem&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Wstanie żegnane niebieskim księżycem&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Któregoś dnia&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;i&gt;Którego nie umiemy jeszcze opisać&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-7245231784363539343?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/7245231784363539343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=7245231784363539343&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7245231784363539343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7245231784363539343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/03/o-wierze.html' title='O wierze'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2895035631380926450</id><published>2008-02-28T18:34:00.002+01:00</published><updated>2008-02-28T20:33:41.917+01:00</updated><title type='text'>Paranoiczne dni - 28 Lutego - Napisał się pojawis</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/R8bwxUkIdLI/AAAAAAAAAHM/G3qAm96gMQs/s1600-h/SP_A0277a.jpg"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/R8bwxUkIdLI/AAAAAAAAAHM/G3qAm96gMQs/s320/SP_A0277a.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172085952206107826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;R – Idę do Cafe Venecia, idziesz?&lt;br /&gt;B – Eeee... na Ice?&lt;br /&gt;R – Tak ich gehen icen essen&lt;br /&gt;B – Ah na ja...&lt;br /&gt;R – I will eat ice&lt;br /&gt;B – Tam jest ten, ice maker&lt;br /&gt;R – eeee&lt;br /&gt;B – Ice macher&lt;br /&gt;R – Ice mache, czy ice macher? On mi ice machine?&lt;br /&gt;B – Ice macher!&lt;br /&gt;R – Lodorób&lt;br /&gt;B – Lodołamacz&lt;br /&gt;R – To idziemy do lodziarni&lt;br /&gt;B - :D&lt;br /&gt;R – No to tam są lodziary, i lodoroby.&lt;br /&gt;B – Lodziarz, lodokręt, lodowy okręt, lodołamacz!&lt;br /&gt;R – Ty a jak jest po angielsku kręcić?&lt;br /&gt;B – Rotate chyba&lt;br /&gt;R – Ice rotater!&lt;br /&gt;B - :D&lt;br /&gt;R – Rotate my ice please!&lt;br /&gt;B – Ale ty bo to sa ice cream a nie ice! Ice to jest na rzece!&lt;br /&gt;R – Rotate my cream please!&lt;br /&gt;B - :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;Po 2 godzinach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;B - Ty, a wiesz że kręcić po angielsku to turn.&lt;br /&gt;R - No tak coś takiego było.&lt;br /&gt;B - A bohater Piratów z Karaibów nazywał sie Will Turner!&lt;br /&gt;R - :D :D&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2895035631380926450?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2895035631380926450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2895035631380926450&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2895035631380926450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2895035631380926450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/02/paranoiczne-dni-28-lutego-napisa-si.html' title='Paranoiczne dni - 28 Lutego - Napisał się pojawis'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/R8bwxUkIdLI/AAAAAAAAAHM/G3qAm96gMQs/s72-c/SP_A0277a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-8237165053711426684</id><published>2008-02-11T21:27:00.000+01:00</published><updated>2008-02-11T21:28:28.037+01:00</updated><title type='text'>'Międzyczas' - Fragment powieści - 'Iapetus'</title><content type='html'>Jasna lampka zapaliła się na konsoli z cichym, przytłumionym buczeniem sygnalizatora. Migające co ułamek sekundy światło oddzielało na chwilę jej twarz od mroku panującego w sterowni, by ponownie oddać ją cieniowi. Odciąć się od świata, zanurzyć się w ciemnościach i bezpieczeństwie, które z niego wypływa.&lt;br /&gt;Dziewczyna wyciągnęła rękę odganiając to co widać a czego nie ma i popukała lekko palcem w lampkę. Przyłożyła do niej ciemny, podłużny przyrząd i próbowała uregulować panel przy pomocy analizatora, jednak bez skutku.&lt;br /&gt;- ...to pewnie... hm... chyba przewody są zapchane... – mruknęła do siebie głosem pełnym wahania i niepewności.&lt;br /&gt;Zaczesała pasmo ciemnych włosów za ucho i nacisnęła włącznik aparatu. Po chwili usłyszała znajomy/obcy szum w słuchawkach i czekała.&lt;br /&gt;- Kontrola szczelinowa, liniowiec Anchor jaki macie problem? – metaliczny głos zgrzytał przy każdym słowie.&lt;br /&gt;- Consol? To ja, Pax. Słuchaj, chyba przewody są zapchane. Mógłbyś to sprawdzić?&lt;br /&gt;Cisza przerywana tylko jej własnym niecierpliwym oddechem.&lt;br /&gt;- Masz blokadę na obwodzie krzyżowym, dwa przewody się spięły. System nie pozwoli Ci ruszyć do póki ich nie unormujesz. Będziesz musiała sformatować obwody. Masz ogniwa czy znowu je zastawiłaś je w kantynie?&lt;br /&gt;Dziewczyna roześmiała się pod nosem i ostrożnie wysunęła się spod konsoli, opuszkami palców w ciemnościach wyszukała na płycie Cornarda wklęsły guzik i uruchomiła na powrót światło.&lt;br /&gt;Lampy mleczne kolejno uruchamiały się z przytłumionym brzęczeniem. Przez chwilę mrużyła oczy, barwy dzikiego onyksu nim w końcu zaczęła dostrzegać wyraźnie. Po chwili zmęczonym ruchem załączyła mikrofon aparatu.&lt;br /&gt;- Nie Consol, nie mam ogniw – westchnęła ciężko odsuwając torbę z narzędziami.&lt;br /&gt;Po chwili usłyszała typowe dla niego zająknięcie, mimowolnie uśmiechnęła się w ducha wiedząc, że się wacha.&lt;br /&gt;- Będziesz musiała przyjść do Kontroli, mam tu kilka zapasowych. Do tego muszę się z tobą pożegnać – suchy śmiech zatrzeszczał w słuchawce.&lt;br /&gt;Podniosła się i chwiejnym, ciężkim krokiem ruszyła po stalowej kracie ciągnącej się na dnie chodnika biegnącego przez korytarz. Gdy minęła przejście grodziowe, wystukała na białej płytce kodowej hasło, przestępując przez próg. Po sekundzie skrzydła zamknęły się za nią z sykiem.&lt;br /&gt;Zadrżała mimowolnie gdy zimne powietrze uderzyło ją w twarz. Zimne powietrze jaskiń – hangarów, głęboko skrytych pod jałową powierzchnią Iapetusa. Musiała ściągnąć drażniący ją mikrofon z ucha, wrzuciła do kieszeni kurtki i ruszyła sobie znaną drogą między olbrzymimi zbornikami paliwowymi. Ich wielkie filary wspornikowe ciężko wbijały się w szary, martwy beton, który przykrywał nierówne skalne podłoże. Wszystko tu piękne. Setki dziwny, wściekłych i spokojnych barw uderzało w nią z każdej strony. Zatoczyła się lekko od nadmiaru rzeczywistości i oparła o szklaną ścianę magazynku. Spojrzała na podłogę dając odpocząć oczom. Woda wypełniała nierówności powierzchni tworząc orientalne zatoki w których warstwami osadzały sie niebezpiecznie piękne wzory tworzone przez chemiczne ścieki. Szaro-pomarańczowe rzeki żłobiły w podłożu fantastyczne kaniony zabarwione kryształkami i osadami mineralnymi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-8237165053711426684?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/8237165053711426684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=8237165053711426684&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8237165053711426684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8237165053711426684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/02/midzyczas-fragment-powieci-iapetus.html' title='&apos;Międzyczas&apos; - Fragment powieści - &apos;Iapetus&apos;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2098922633308138421</id><published>2008-02-07T14:39:00.000+01:00</published><updated>2008-02-07T14:40:32.004+01:00</updated><title type='text'>'Międzyczas' - Fragment opowieści - 'Wyznania'</title><content type='html'>Trymar chwycił ją delikatnie za przedramię, zatrzymała się i powoli odwróciła, niepewnie.&lt;br /&gt;- Powinieneś już iść... czekają na Ciebie – powiedziała uśmiechając się słabo, omijając jego wzrok. Dając mu do zrozumienia, że da radę... albo spróbuje.&lt;br /&gt;- Nic nie mów. Jesteś... – zamilkł i puścił ją powoli – zrobiłaś wszystko żebym Cię znienawidził. Pokazałaś mi, że jestem słaby i głupi. Sięgałaś słowami i myślami tam gdzie nie miałaś cholernego prawa!&lt;br /&gt;Pax poczuła jak usta jej wysychają, myśli mętnieją i odchodzą jak ciepło odchodzi od krwi na mrozie. Chciała się odwrócić i pobiec na spotkanie śmierci, bo wiedziała co powie i nie chciała tego słyszeć.&lt;br /&gt;Jęknęła gdy nagle objał ją i sięgnął po jej usta. Musnął jej wargi delikatnie, a po chwili zaczął smakować jej oddech i jej blask. Czuła od niego zapach jego własnego przerażenia, tym co mu zrobiła a jednocześnie coś nieskończenie prawdziwego i niewypowiedzianego. Objęła go w końcu, wtuliła się w jego mundur czując, że ma mokre policzki. Wiedziała, że nawet gdyby wszechświat miał się teraz zapaść w grawitacyjnej studni to nieprzestanie go nigdy kochać. Po chwili wieczności otworzyła oczy i zobaczyła jego oszalały uśmiech.&lt;br /&gt;- Nienawidzę Cię z całego serca – szepnął niezdolny jej puścić.&lt;br /&gt;Pax roześmiała się, nie odpowiedziała. Nie była w stanie mówić, rozumieć. Wszystko pożarła ta chwila. Jego dłon ostrożnie dotknęła jej policzka, jakby odkrył że jest prawdziwa.&lt;br /&gt;- Muszę iść... czekają na mnie – powiedział Trymar powoli, nie potrafiąc się odsunąć od niej. Pax przymróżyła oczy i uśmiechnęła się, odgarnęła pasma włosów z twarzy.&lt;br /&gt;- Ja też będę – odetchnęła głęboko, odzyskując odrobinę świadomości gdzie są, co muszą zrobić. Co ona sama musi zrobić i jaki może być koszt jej niepowodzenia- Idź, musisz tam dotrzeć, a ja muszę znaleźć Centralę. Jeśli tego nie zrobimy wszystko będzie stracone.&lt;br /&gt;Skinął lekko głową, napełniając ją nadzieją. Pax nie wytrzymała tej chwili, wspięła się na palce i sięgnęła po jego usta. Czuła jak mocno jak obejmuje, wbija palce w skórę, aż do bólu, jakby zaraz miała stać się częścią jego, ale... nie umiała przestać.&lt;br /&gt;Odsunęła się o krok i o kolejny, Trymar zasalutował naśladując dawno zapomniany dworski rytuał i oddalił się bez słowa. Nie potrafiła go winić za tą chwilową obojętność, ona też musi tak postąpić.&lt;br /&gt;Ruszyła wzdłuż korytarza, mijajac puste sale i łuki działowe, błyszczące białym, sterylnym odgłosem martwoty. Kroki dudniły matowo o przejście, aż stanęła nad przepaścią nad którą przerzucona była cienka kładka. Ostrożnie, postawiła kilka kroków i zatrzymała się. Niezręcznie sięgnęła do kieszeni ukrytej w wewnętrznej stronie kombinezonu i wyciagnęła z niego cieniutki pasek zarotów. Uważnie, przyglądała się pigułkom przez chwilę jakby szukała odwagi.&lt;i&gt; Nigdy więcej.&lt;/i&gt; Przepaść z wdzięcznością pochłonęła narkotyk, a Pax ruszyła dalej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2098922633308138421?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2098922633308138421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2098922633308138421&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2098922633308138421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2098922633308138421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/02/midzyczas-fragment-opowieci-wyznania.html' title='&apos;Międzyczas&apos; - Fragment opowieści - &apos;Wyznania&apos;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3477720514415192634</id><published>2008-02-06T19:14:00.000+01:00</published><updated>2008-02-06T19:16:32.624+01:00</updated><title type='text'>'Międzyczas' - Fragment Powieści - 'Centrala'</title><content type='html'>Siatka połączeniowa zamigotała setkami niemozliwych do opisania barw po włączeniu, po chwili z delikatnym buczeniem opuściła się na głowę Pax wplatając srebrne klamry w jej włosu. Kilka żelaznych obwodów owinęło się w koło jej szyi. Dziewczyna wcisnęła na kontrolce za uchem przycisk, przymknęła oczy czując ból jaki wywołała igła którą musiała wsunąć w żyłę na przedramieniu, w jej złącze cybernetyczne.&lt;br /&gt;- Rozpoczęto sekwencję łączenia z systemem Cetrali – Bardziej wyczuła niż zobaczyła jak te słowa zapalają się na ekranie komputera. Elothel opuściła swoje zmachanizowane ramie z kamerą przed twarz dziewczyny, znacząc jej rysy delikatną smugą niebieskiego światła obserwowała stabilność funkcji życiowych.&lt;br /&gt;- Wiesz dobrze,  że to niebezpieczne – Matowy mechaniczny głos zaintonował, nie przerywając swoich czynności. Jego echo przeszło po obwodach tocząc drogę po całej sterowni, aż w końcu wypowiedziała je krystaliczna, humanoidalna powłoka Elothel, która pozwalała jej się poruszać po statku.&lt;br /&gt;- Wiem, ale nie myślę o tym – Odparła zamierającym głosem dziewczyna. Przez przymykające się oczy zobaczyła szumy i zakłócenia na ekranie. Już tu jest. Czyła jak cybernetyczna trucizna wsącza się w jej ciało przez rozgrzaną do czerwoności igłę, traciła świadomość.&lt;br /&gt;- To może prowadzić do śmierci – Maszyna dodała, a jej wysięgnij zadrgał nerwowo. Wnętrze kabiny zamigotało, Elothel w bardzo ludzkim geście zakryła twarz dłonią, czuła zakłócenia własnego systemu działania.&lt;br /&gt;- To nieuniknione... Centrala zaczęła mnie zabijać – Usta Pax zadrgały nieznacznie, wywołało to straszny ból, palący każdy nerw w jej ciele, ból który wykrzywił jej twarz. Kilka łez spłyneło jej po policzku, gdy wbiła palce w oparcie fotela broniąc się przed każdą następną sekunda.&lt;br /&gt;- Pax... - Oko kamery skorygowało obraz, strach objał wewnętrzne obwody Elothel. Mieszanina binarna wywołała w niej sztywność, chaos obliczeń. Po raz pierwszy od momentu gdy uzyskała świadomość tu w międzyczasie, nie potrafiła zrozumieć logiki sytuacji. Podeszła w swoim krystalicie do fotela i usiadła na żelaznej płycie. Odczyt komputera stał się zerowy, a mechaniczne ramię kamery zawisło bezładnie.&lt;br /&gt;Ciszę sterowni przerywało jedynie ciągłe, głuche walenie o żelazny właz wejściowy.&lt;br /&gt;Pax...&lt;br /&gt;Słyszała ten głos wielokrotnie, dopominał się natarczywie jej uwagi, prosił, błagał, nakazywał. Wkradł się do jej mysłu pierwszy raz gdy dała się połączyć. Od wtedy unikała siatek połączeniowych jak tylko potrafiła.&lt;br /&gt;Pax, jesteś tu? Jesteś... musisz być. Dziwny szept dochodził spoza krańców jej podświadomości, jakby był czymś z niej. Jak jej matka.&lt;br /&gt;Konsoleta sterownicza rozpaliła się rzędami świateł i ekranów roświetlając ciemne wnętrze kabiny. Część z nich jarzyła się dziko, przeskakując i układając się w dziwne wzory.&lt;br /&gt;Musisz, musisz spróbować odnaleźć swojego ojca. Prawdziwego ojca. On wie co jest lekiem na przebaczenie. Głos był pełen bólu, próbował wślizgnąć się jej w czeluście pamięci. Pax szarpnęła się w bólu na fotelu. Musiała posłuchać. Czuła jak to coś, ta istota odchodzi z jej umysłu.&lt;br /&gt;- Wprowadzam nowy kurs – Matowy głos Elothel rozbrzmiał w kabinie. Holograficzna mapa zainicjowała obraz celu, opisując dokładnie dane na niedostrzegalnych wizulanych odczytach. – Połnocna stacja Atlantydów, Europa - Mechaniczne ramię z kamerą odzyskało kontrolę, zarówno Elothel jak i komputer pokładowy poczuło że wszystkie systemy wracają do normy. Wszystkie poza układem skoku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3477720514415192634?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3477720514415192634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3477720514415192634&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3477720514415192634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3477720514415192634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/02/midzyczas-fragment-powieci-centrala.html' title='&apos;Międzyczas&apos; - Fragment Powieści - &apos;Centrala&apos;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-1714875401117899027</id><published>2008-02-05T20:51:00.001+01:00</published><updated>2008-02-05T20:51:59.759+01:00</updated><title type='text'>'Międzyczas' - Fragment powieści - "Ucieczka'</title><content type='html'>Kolejny potężny wybuch wstrząsnął stropem hangaru. Wbiegając po rampie do Anchora Pax usłyszała rozdzierające wycie syreny alarmowej, którą zaraz zagłuszył huk betonowych legarów z walącego się dachu. Przeciągły ryk silników wypełnił powietrze gdy statek wzniósł się w atmosferę, przebijając się przez kolejne warstwy chmur i dymu. Pół mrok sterowni wypełnił się od ostrzegawczych świateł, a na holograficznej mapie przed Pax zalśnił migoczący, czerwony prostokąt. Komputer natychmiast opisał czym jest.&lt;br /&gt;- Elothel, włącz przednie tarcze – Rzuciła instynktownie odwracając wzrok od mapy.&lt;br /&gt;- Marsjańskie fregaty bojowe nie atakują bez rozkazu! – Warknął Icao wbijając swoje blade palce w oparcie jej fotela, w ułamek sekundy po jego słowach pierwsze wystrzały wstrząsnęły kabiną a komputer zaczął buczeć ostrzegawczo.&lt;br /&gt;- Najwidoczniej mieli rozkaz – Odwróciła się i syknęła mu w twarz, sięgając szybko do mikrofonu na uchu – Tu U.E. Anchor, jesteśmy liniowcem cywilnym! Nie macie prawa do nas strzelać! Powtarzam! Nie macie prawa do nas strzelać! – Z trudem wymanewrowała Anchor’em przed kolejną salwą.&lt;br /&gt;- Żryj plazmę unisowska suko! – Szum w radiu przerwał rubaszny śmiech.&lt;br /&gt;- Wydaje mi się, że będzie tego żałował do końca swojego krótkiego życia – odwróciła się na swoim fotelu w stronę panelu uzbrojenia. Statek zadrgał gwałtownie przy kolejnej fali ostrzału – Elothel przyszykuj torpedy – jej głos był suchy i ostry. Fotel przesunął się po szynie do centralnego panelu na którym znajdowały się podświetlone na niebiesko ekrany, pełne różnych dziwacznych odczytów opartych na matematyce elelktro-magnetycznej.&lt;br /&gt;- Torpedy przyszykowane. Wyszukiwanie celów – matowy głos komputera zawiadomił wszystkich na mostku – Trzy ciężkie działa plazmowe, hangar fregat i silniki jonowe. Oczekiwanie potwierdzenia.&lt;br /&gt;- Potwierdzam cele – Pax uniosła głowę – przygotuj impuls.&lt;br /&gt;Trymar wstał podchodząc do ekranów, jego wzrok podążał za dzikimi wymazami ognia z dział plazmowych kierowanych na ich najczulsze punkty. Odwrócił się patrząc na mapę holograficzną, na której dziko świeciły oznaczenia najbliższych statków.&lt;br /&gt;- Nie przedrzemy się. Jest ich za dużo – wskazał na coraz to nowe pojawiające się punkty.&lt;br /&gt;Pax uniosła na niego spojrzenie spod brwi pełne butnej wiedzy i wiary we własne siły. Westchnęła i sięgnęła po stery, wbiła je znowu w podłogę i przechyliła by wznieść dziób.&lt;br /&gt;- Pozwól, że ja zajmę się ratowaniem naszek skóry – ekran przed nią gwałtownie zalśnił czerwienią a później żółcią – Cholera!&lt;br /&gt;- Impul gotowy – Pax znowu wbiła stery i gwałtownie wykonała beczkę, unikając ostrzału.&lt;br /&gt;- Elothel namierz cele! Ognia – wnętrze statku zadrgało spazmatycznie, dziewczyna poczuła jak nity metalu drżą od siły ognia – Impuls! Teraz!&lt;br /&gt;Kątem oka zobaczyła jak szczeliny perpyłowe umieszczone na bokach silników zalśniły dzikimi wyładowaniami, niebieska błyskawica wystrzeliła z dział impulsowych. Jej płaszczyzna przybrała kształt wielkiego dysku, który w ułamku sekundy prześcignął ogniste torpedy i uderzył w rufę fregaty. Pax i Trymar wpatrywali się w miejsce zderzenia, widząc jedynie że zniknął zielony poblask tarcz gdy słońce odbiło się od powierchni statku.&lt;br /&gt;Ogniste pociski uderzyły w wyznaczone cele i rozdzierające wybuchy rozerwały konstrukcję statku pozostawiając z niego wyjący wrak zataczający się płomieniem w próżnię. Anchor gwałtownie zwrócił się ku północy, by wyminąc płonący korpus prześladowcy. Pax odetchnęła widząc, że są bezpieczni. Chociaż na chwilę. Westchnęła cicho, prawie rozpaczliwie gdy na holograficznej mapie zapaliły się nowe światła, ich blask zatańczył na jej twarzy, odsłonił cienie pod oczyma. Musiała walczyć z wszystkich sił by uniknąć zmierzającej ku nim salwie ognia z dział o wiele potężniejszych niż dotychczas. Anchor był niezwykle szybkim i zwrotnym statek, jednym z najlepszych i najbardziej wyjątkowym w swojej klasie. Jednak liniowiec nie jest w stanie przetrwać starcia z krążownikiem tak jak mewa nie przetrwa ataku sztormu na oceanie.&lt;br /&gt;- Elothel... wyślij sygnał – Pax wciągnęła głęboko powietrze, wbiła ponownie ster w podłogę odblokowując układ. Jej ruchy były mechanicznie płynne, statek zatoczył pętlę pomiędzy dwoma większymi jednostkami kanonującymi ich ogniem – Zawiadom kogokolwiek o naszej sytuacji.&lt;br /&gt;- Nikt nas nie usłyszy, to już koniec – nerwowy głos Icao drażnił ją od dłuższego czasu, był nieustępliwie pesymistyczny. Jak złowieszczy kruk, który aż do gorzkiego końca będzie sądził, że jednak stanie się coś złego. Nie stanie, nie może...(dojrzała pierwsze myśliwce przecinające jej pole widzenia) Nie pozwolę na to, by coś się stało, nie teraz...( komputer zabuczał o krytycznym stanie tarcz). Gwałtownie zamrugała, gdy kolejny myśliwiec przeciął spokojną czarną przestrzeń przed nimi – spokojną przestrzeń – Pax uśmiechnęła się słabo. Musieli minąć zewnętrzną orbitę Marsa, w której większość floty Ligii Centrum czuła sie bezpiecznie. Sterownia gwałtownie zadrgała, a na ekranie wykwitł czerwony, krytyczny odczyt.&lt;br /&gt;- Dlatego zawszę wolałem stabilną powierzchnię, nie ważnę jaką kupą kamienia by nie była od statków powietrznych – warknął Trymar, poprawiając nerwowo pasy.&lt;br /&gt;- Nie wiem jak można tak sądzić – przesunęła fotelem po szynie, musiała skorygować trajektorie skoku – Skoku w międzyczas... międzyczas... czas pomiędzy światami... –te słowa płynęły jej w głowie jak bezkresna muzyka.&lt;br /&gt;- Mars można łatwo zapamiętać – wypalił znowu przybierając ostry ton, zupełnie niepasujący do więźnia.&lt;br /&gt;Pax przypomniała sobie jak Mars wyglądał kiedyś, uwięziony pomiędzy rajem a pustynią. Teraz był tylko pustynią, ludzie nie zostawili na nim nic co mogło by być chociaż trochę ludzkie – Jak pustynia. Nie ludzkie – wyrwało jej się.&lt;br /&gt;- Bo na Marsie nikt nie rozpozna gdzie krew miesza się z pyłem... cholera, musimy jakoś się stąd wydostać – jego słowa zmusiły ja do gwałtownego skupienia swojej uwagi gdy kolejny wystrzał plazmy uderzył w słabnące tarcze na silnikach. Ku zdumieniu Pax, poza myśliwcami ścigały ich największe statki floty.&lt;br /&gt;Zamrugała gwałtownie gdy jeden z napastników eksplodował w kuli ognia, a chwilę później kolejny ruszył jego śladem pozostawiając w przestrzeni płonącą smugę ognia i dymu.&lt;br /&gt;- Wykryto odczyty skoku – matowy głos Elothel przełamał szklaną ciszę. Przestrzeń przed nimi zalśniła bielą i srebrem gdy dziesiątki statku Uni zaczęły wychodzić ze skoku. Ich działa natychmiast wystrzeliły salwą w myśliwce podążające śladem Anchora, który gwałtownym ślizgiem wdarł się między fregaty unistów.&lt;br /&gt;Pax zawyła z dzikiej radości widząc przed sobą największe zgromadzenie najpotężniejszych okrętów kosmicznych należących do jej domu, do jej ludzi. Do mojego świata. I wszyscy przybyli mi na ratunek.&lt;br /&gt;- Proźba na połączenie z K.O.U Latarnika, Admirał Faetr-Povouz – usta dziewczyny zadrgały z poruszenia i uśmiechu.&lt;br /&gt;- Przyjmuję. Połącz mnie Elothel – Pax powstała ze swojego fotela, i stanęła przed głównym ekranem. Jego obraz zadrgał i ujrzała w nim znajomą twarz, tak znajomą że mogła by nazywać tego człowieka własną rodziną – Witaj Admirale.&lt;br /&gt;Mężczyzna skrzętnie próbował ukryć uśmiech radości zmieszanej z troską, przed sobą samym jak i przed swoimi podwładnymi. Jednak, po chwili zdał sobie sprawę, że widok tej młodej dziewczyny wywołał drobną radość i większości jego załogi znajdującej się na mostku.&lt;br /&gt;- Witaj Pax, dziecko drogie – uśmiechnął się w końcu – Czy zdajesz sobie, czym dla nas było twoje wezwanie? Wywołane w najgorszym możliwym momencie, gdy flota miała się przemieszczać, gdy mieliśmy braki w ludziach – jego głos usilnie starał sie przybrać surowy, karcący ton. Jednak nie potrafił ukryć ekscytacji – Twoje jedno wezwanie zmobilizowało flotę do największego ruchu ofensywnego w histori Uni!&lt;br /&gt;Trymar niechętnie pochylił się w stronę Pax, zwracając na siebie jej uwagę.&lt;br /&gt;- Jak twój jeden sygnał mógł ściągnąć na nas całą flotę? Nie było nawet wiadomo czy ktoś go odebrał – warknął ostrzej niż tego chciał – Po co cała flota miała ruszać tyłki dla jednego statku.&lt;br /&gt;- Młody człowieku czy zdajesz sobie sprawę – Ostry ton głosu admirała wzbudził w Pax cień uśmiechu, poczuła ukłucie litości dla Trymara ponieważ wiedziała czym może się to skończyć – Ktoś może mnie uznać mnie za szalonego, ale tak wysłabym całą flotę Uni by ratować Anchora i Pax. Jednak nie, nie... to nie tylko to. Atakując statek Uni, mimo ostrzeżeń Liga złamała prawo i wszystkie nasze traktaty. Czy jesteście świadomi co to oznacza?&lt;br /&gt;Icao wstał i stanał za Trymarem, jedynie Pax śmiało podniosła głowę i bez wachania rzuciła.&lt;br /&gt;- Wojna.&lt;br /&gt;Cienie przestrzeni kosmicznej rozjaśniły ogniste rozbłyski, dziewczyna odwróciła ku nim wzrok, szukając czegoś materialnego w tym wszystkim.&lt;br /&gt;- Poprowadzisz nas do bitwy Pax? Zrobisz to? Uderzysz Srebrną Strzałą w najczulszy punkt Ligii? – Wezwanie Admirała brzmiało jak szaleństwo, jak wołanie wariata który próbuje zgasić słońce. Jak najcudowniejsze wezwanie będące zawsze tylko marzeniem. Pax odejrzała się na flotę, której ścięgna i siła naprężała się przy każdej sekundzie, której statki były pięknymi, eleganckimi symbolami wolności i walki o sprawiedliwość. Lśniącymi bielą i błękitem. Sama świadomość tego pozwalała jej sądzić, że są w stanie pokonać siły Ligii, których statki przypominały groteskowe bloki metalu pełne słabości i zwątpienia.&lt;br /&gt;- Zrobię to. Jestem gotowa – Bardziej niż kiedykolwiek –Ale później zabierzecie nas do domu.&lt;br /&gt;Admirał kiwnął głową zgadzając się, odwrócił w stronę swoich ludzi i zaczął wydawać rozkazy.&lt;br /&gt;- Przygotujcie się, najlepiej powinniście –usiadła zapinając pasy, zaczesała pasmo włosów za ucho – najlepiej zróbcie to co ja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-1714875401117899027?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/1714875401117899027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=1714875401117899027&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/1714875401117899027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/1714875401117899027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/02/midzyczas-fragment-powieci-ucieczka.html' title='&apos;Międzyczas&apos; - Fragment powieści - &quot;Ucieczka&apos;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-4144641803258370495</id><published>2008-02-04T17:52:00.000+01:00</published><updated>2008-02-04T18:46:08.392+01:00</updated><title type='text'>Międzyczas - Fragment powieści - "Początek"</title><content type='html'>Był to zimny i ciemny dzień, jeden z tych które sprawiały, że ludzie w popłochu chowali się w bezpieczne szczeliny, lecz nie przed deszczem a przed schodzącą na miasto burzą elektromagnetyczną.&lt;br /&gt;- Raz, dwa, trzy i... cała! – krzyknęła radośnie Pax gdy stanęła na całej płycie chodnikowej. Nie była świadoma zagrożenia ze strony natury, nawet ją to nie obchodziło i dalej skakała z parasolką w ręku, usilnie omijając pęknięte płyty chodnikowe. Gdyby na taką wskoczyła straciłaby punkt, a tego dnia stałoby się nieszczęscie. Zawsze tak uważała, musiała dzisiaj uważać a nie było to łatwe. Gdy skacze się na platformie widokowej przed portem promowym, wszystko wydaje się zmawiać przeciwko skupieniu Pax byleby odciągnąć jej uwagę od skakania.&lt;br /&gt;Po niebie z głosnym buczeniem przeleciała podniebna taksówka, przecinając widok zachodzącego słońca pochłanianego przez czarne chmury, tonące w krwistej barwie. Po chwili nad jej głową z głośnym rykiem przeleciał jeden z promów, chwiejąc się opadł ciężko na płycie portu. Gdy tylko jego kadłub zalśnił w światłach, tłum ludzi z głośnym pomrukiem zaniepokojnenia zaczął w nim znikać. Niedługo trwało gdy wzniósł się w powietrze, wraz z paroma innymi i zniknął w chmurach.&lt;br /&gt;Pax wciąż bawiła się w swoją grę, licząc ile już punktów zdobyła i nie zwracając uwagi na rozdzierające niebo pioruny i ryki statków.&lt;br /&gt;- Dziecko! – usłyszała ostry głos dobiegający z niższego, bardziej wysuniętego piętra plaformy. Stała tam grupa żołnierzy, a ich przywódca – kobieta, wołała do niej.  Wołanie powtórzyło się kilkukrotnie i Pax była zmuszona podnieść głowę i zareagować gdyż grupa zbliżyła się do niej.&lt;br /&gt;- Dziecko, co ty tu robisz? Gdzie twoi rodzi... Pax? – dziewczynka westchnęła cicho i kiwnęła głową.&lt;br /&gt;- Czy pani jest ciocią Montarouve? – Pax zapytała odrazu bez strachu z butnym tonem – Pamiętam jak pani odwiedziała kiedyś mamę i papę –kobieta uśmiechnęła się na krótką chwilę.&lt;br /&gt;- Tak, to ja Pax. Gdzie rodzice i twoja siostra?&lt;br /&gt;Dziewczynka wzruszyła ramionami i wpatrzyła się w czarne niebo na którym co chwila pojawiały się błyskawice, które uderzałt w miejsca w mieście. Niedługo potem w tym miejscu pojawiał się ogień, dało się słychać krzyki. Gdzieś niedaleko rozległo się wycie syreny.&lt;br /&gt;- Co się dzieje? – odezwała się Pax, skubiąc rękaw.&lt;br /&gt;- Ewakuujemy miasto, Pax. Muszę wiedzieć gdzie są twoi rodzice – kobieta uklęła,  delikatnie ponagliła głosem dziecko.  Nie czuła się zbyt dobrze więc musiała wszystkimi siłami pracować nad własnym zachowaniem by nie pokazać słabości. Wstała i wyprostowała się, wpatrując się w olbrzymie szklane ekrany którymi odcięto taras od świata zewnętrznego – Na wypadek deszczu czy innego przekleństwa – Teraz marzyła właśnie o tym deszczu, by ulżył jej... i innym.&lt;br /&gt;- Co u diabła?! – usłyszała głośne przerażone przekleństwo i ruszyła wzrokiem za dźwiękiem głosu.  Ku jej przerażonemu zaskoczeniu na podłoże posypały się setki iskier a ułamek sekundy później tony pancernego szkła. Gwałtownie chwyciła mocno protestującą Pax, dziecko rwało się i łkało w jej ramionach.&lt;br /&gt;- Zawiadomcie sektor 23, że platforma upadła! – rzuciła spod ramienia do swojego oficera kontaktu – Przekażcie im że potrzebujemy transport! Ta cała cholerna konstrukcja może się zaraz... – rozdzierający ryk metalu zagłuszył jej głos. Wszyscy zwrócili głowy w jego kierunku. W kierunku pola elektrowni zbierającej wiatr. Montarouve instynktownie podniosła się, puszczając Pax. Dziewczynka w przerażeniu uchwyciła się końcówki jej munduru, wypatrując tego samego co wszyscy.&lt;br /&gt;- Mama! – Pax sama zdumiła się swoim odkryciem. Kobieta z niechęcią odwróciła głos o huku metalu zapowiadającego coś więcej niż tylko niegroźną awarię.&lt;br /&gt;Zimny, gwałtowny wiatr wniósł do wnętrza platformy zapach palonego paliwa gdy wielki transportowiec, przypominający dziwne groteskowe stworzenia, lśniące niebieskimi światłami, przeciął niebo. Montarouve odetchnęła ciężko gdy zobaczyła, że to statek szpitalny. Tak matka Pax i Letherei będą bezpieczne jak nigdzie indziej. Miała tę najgłębszą nadzieję, jednak wszystko w około niej runęło gdy skrzypienie metalu zmieniło się w rozdzierający pisk, który zaczął wydłużać się w nieskończoność. Całe podłoże pod nimi zatrzęsło się od gwałtownego wybuchu, po którym spadły resztki szkła znadujące się na ekranach nad nimi. Kobieta wstrzymała oddech gdy dwóch z jej ludzi upadło w kałuży krwi.&lt;br /&gt;- Pax! – wydyszała, by zmusić dziecko do uwagi – Musimy stąd uciekać. Natychmiast! – małe przerażone oczy wypełnił lęk, jednak dziewczynka skinęła głową powoli.&lt;br /&gt;Ruszyły powoli potykając się przy każdym kroku. Mantarouve stanęła gdy zrozumiała że Pax stoi i wpatruje się w ekrany. Okręt szpitalny na ich oczach starał się wykonać gwałtowny unik w stronę wschodnią, tak szybko jak tylko potrafił – jednak zbyt wolno. Dopiero teraz kobieta dostrzegła dlaczego. Jeden z olbrzymich wiatraków zasilających elektrownię, zapalił się. Kolumna podtrzymujaca śmigło zawaliła się i wiatrak wciąż kręcąc się runął w stronę okrętu.&lt;br /&gt;- Chodź! – szarpnęła Pax. Kilku żołnierzy podbiegło do niej, wykrzykując przerażone ostrzeżenia. Ich obecność dodała jej otuchy i siły. Złapała Pax w pasie i uniosła. Nie potrafiła oderwać wzroku od tego co miało się zaraz wydarzyć. Brudno krwiste niebo za nimi rozpalił wybuch, a jego fala uderzeniowa zawaliła ściany za nimi. Montarouve poczuła że zaledwie kilka metrów od niej w beton wbiła się rozpalona do czerwoności płyta która kiedyś była pradopodobnie podłogą w okręcie.&lt;br /&gt;- Pani kapitan! – usłyszała za sobą dyszący, łamiący sie głos jednego z żołnierzy. Karieou?Chyba tak. Panika dodawała jej umysłowi skrzydeł a myślom ostrości żyletki.&lt;br /&gt;- Nie mamy teraz na to czasu, Karieou! – nie mają czasu a nic poza ratowaniem własnego życia i tego dziecka. Platforma pod nimi znowu zadrzała. Musieli przystanąć i oprzeć się o ściany – Mów, co się dzieje.&lt;br /&gt;- Musimy znaleźć inną... – musieli zasłonić głowy rękoma przed spadającym tynkiem i pyłem sypiącym się od drżącej konstrukcji – inną szybszą drogę ucieczki. Ten wrak zaraz upadnie na zbiorniki z gazem znajdujące się niedaleko platformy.&lt;br /&gt;Twarz Mantarouve wykręcił dziki lęk. Nie była w stanie zrozumieć, jak to możliwe że wrak jeszcze znajduje się w powietrzu. O Boże! Silniki pionowe. Z przerażeniem pomyślała, że na pokładzie mógł wciąż ktoś żyć – Czy zdołamy dostać się do wagonów kolejki technicznej metra?&lt;br /&gt;- Wydaje mi się, że tak – twarz mężczyzny rozjaśniła się nadzieją na ułamek sekundy – ale mamy nie więcej niż pięć, sześć minut.&lt;br /&gt;- Pięć minut to dla mnie zbyt mało by uznać je za reszte życia – uśmiechnęła krzywo – dobra Karieou ruszać się, będziesz prowadził oddział do tuneli technicznych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-4144641803258370495?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/4144641803258370495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=4144641803258370495&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4144641803258370495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4144641803258370495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/02/midzyczas-fragment-powieci-pocztek.html' title='Międzyczas - Fragment powieści - &quot;Początek&quot;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-8935516634957419960</id><published>2008-01-29T00:23:00.000+01:00</published><updated>2008-02-04T17:52:38.708+01:00</updated><title type='text'>Międzyczas - Fragment opowieści - "Skok"</title><content type='html'>Jego drżący głos pełen przekleństw z trudem starał się przebić przez ryk gasnących silników, cichnący dźwięk wzbudził w nim gniew i uniesienie, co jeszcze bardziej wzmocniło ból rany na twarzy.&lt;br /&gt;Wraz z ciszą pojawiła się Pax, przychodziła co jakiś czas sprawdzić jak się czuł, podawała mu leki, które w pewnym stopniu chociaż wyciszały ból.&lt;br /&gt;Tym razem jednak nie przyniosła lekarstw, stanęła jedynie w drzwiach luku i patrzyła na niego niepewnie. Zacisnął szczęki starając się wytrzymać spojrzenie jej onyksowych oczu.&lt;br /&gt;- Wiem, że mnie obwiniasz – odezwała się nagle.&lt;br /&gt;Przekręcił głowę by na nią spojrzeć.&lt;br /&gt;- Tak, obwiniam Ciebie. Ale nie tak jak myślisz.&lt;br /&gt;- A jak?&lt;br /&gt;Oparł się na rękach, i podciągnął, wstrzymał ją gestem gdy próbowała podejść i mu pomóc.&lt;br /&gt;- Obwiniam Cię o to, że nie potrafiłaś znaleźć innego wyjścia poza Międzyczasem. O to, że nie ostrzegłaś nas co on może zrobić z człowiekiem.&lt;br /&gt;- Ostrzegałam – dotknęła palcami zimnych nitów luku. Jakiś mięsień na jej policzku drgnął boleśnie, niedostrzegalnie. – Co się więc stało?&lt;br /&gt;- Pamiętam.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem? Co pamiętasz?&lt;br /&gt;Uśmiechnął się groźnie.&lt;br /&gt;- Pamiętasz jak mówiłaś, że Międzyczas odblokowuje zamknięte części ludzkiego umysłu? Między czas sięga do naszej pamięci. Ja odzyskałem swoją. – mówił, a entuzjazm gasł w jego głośnie, pod oczyma pojawiły się ciemne plamy – Tak bardzo pragniemy odzyskać to co straciliśmy, modlimy się o to, błagamy, bo pamięć jest wszystkim. A gdy to w końcu to odzyskałem, nie mogłem uwierzyć, że to jest moja pamięć. Wolałbym pozostać bez niczego. Rozumiesz? Chcę znowu zapomnieć.&lt;br /&gt;Umysł Pax, wędrował za jego słowami, aż dotarł do płonącej wieży. Potarła zmęczone oczy i odegnała te myśli.&lt;br /&gt;- Ty też pamiętasz? –  głos Trymara zabrzmiał jak pęknięta struna.&lt;br /&gt;Chciała mu coś odpowiedzieć, jednak uratowało ją wezwanie na mostek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-8935516634957419960?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/8935516634957419960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=8935516634957419960&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8935516634957419960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8935516634957419960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/01/midzyczas-fragment-opowieci.html' title='Międzyczas - Fragment opowieści - &quot;Skok&quot;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3399539049446023135</id><published>2008-01-21T19:06:00.000+01:00</published><updated>2008-01-21T19:10:12.295+01:00</updated><title type='text'>Historiaece</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;Karawana przedzierała się przez mgliste przedpola Teb, starając się przebrnąć przez osuwające się piaski wydm i dotrzeć do wciąż uśpionego miasta. Gdzieś na wschodzie Ibis, krzykiem oznajmił wschód słońca i delikatna czerwień uderzyła o ciemne niebo.&lt;br /&gt;Wędrowcy odnaleźli częściowo zasypaną drogę wiodącą do miasta, krocząc jej śladem coraz wyraźniej widzieli bramy miasta, gdy mgła opadała.&lt;br /&gt;Głośny szmer poruszenia przeszedł przez karawanę gdy ujrzeli pierwsze zapalające się ognie miejskie, chwilę później gdy złoty promień słońca zarysował wyżłobienia na wrotach, nadając bladym hieroglifom życia, brama otworzyła się a w niej ukazała się dwójka strażników i kapłan bramy.&lt;br /&gt;- Gdzie zmierzacie i po co? – zawołał jeden ze strażników i zbliżył się, patrząc podejrzliwie na karawanę.&lt;br /&gt;- Do miasta na targowisko i a później do Wielkiej Świątyni &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Amuna&lt;/span&gt; – owinięty płachtą przewodnik ukłonił się i uczynił w powietrzu znak ku czci boga.&lt;br /&gt;- Targowisko, będzie niedługo otwarte, idźcie.&lt;br /&gt;Wielbłądy prychnęły i ruszyły ospale, ostatnie ślady mgły znikły z zagłębień w piasku a słońce zaczynało powoli swoim odwieczny zwyczajem zwiększać ciepłotę powietrza z chwili na chwilę.&lt;br /&gt;Gen powoli odwinął chustę z ust, i ściągnął kaptur narzuty z głowy, czując w końcu ulgę i smak świeżego powietrza, smak rosy i poranka. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Mógł&lt;/span&gt; już spokojnie odwinąć bandaże służące za rękawice, by rzemienie uprzęży nie wpijały się w dłonie.&lt;br /&gt;- Kto ty? – twarda rękawica złapała go za ramię i mocno szarpnęła do tyłu.&lt;br /&gt;Z trudnością utrzymał równowagę, cała karawana a przewodnik przepychając się podbiegł do Gen’a.&lt;br /&gt;- Na &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Izis&lt;/span&gt;, nic Ci nie jest? – potok przepraszających słów napłynął w uszy mężczyzny.&lt;br /&gt;- Kto ty? – przywódca straży powtórzył głośniej, z jadem w głosie, zwracając się do Gen’a.&lt;br /&gt;- &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Anoki&lt;/span&gt;? Jestem Gen-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;anrhim&lt;/span&gt;, z domu Egipskiego, gdyż niektóre nazwy dawno straciły znaczenie. Jestem kronikarzem i skrybą, jestem nauczycielem i mówcą. Przybywam do Karnak. – skłonił się lekko mówiąc te słowa.&lt;br /&gt;Uzbrojony mężczyzna najwyraźniej nie takiej odpowiedzi się spodziewał, wykrzywił tylko usta w niesmaku i zawodzie i nakazał im ruchem ręki by ruszali.&lt;br /&gt;Miasto powoli ożywało, ludzie krzątali się niespokojnie w poszukiwaniu pierwszych otwartych targowisk, w poszukiwaniu pierwszych towarów. Gdy karawana rozłożyła się ze swoim stoiskiem, nie musieli długo czekać nim pierwsi kupcy do nich przyszli. Przewodnik dał Gen’owi worek monet i trochę jedzenia na cały dzień i pożegnał się z nim uśmiechem i uściśnięciem dłoni. Młody mężczyzna zaś oddalił się od targowisk i ruszył w stronę Karnak, gdyż wiedział iż czeka go dłuższa wędrówka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ra ze swoim słonecznym rydwanem już dawno minął południe, gdy Gen w końcu stanął przed bramą wejściową świątyni. Zdumiony i zachwycony jednocześnie stał kilka chwil oglądając olbrzymie ściany pokryte malowidłami i płaskorzeźbami. Patrzył jak kolorowe chorągwie powiewają na delikatnym wietrze przypominając pasy tęczy. Obejrzał się za siebie oglądając aleje, której strzegły sfinksy z głowami baranów chowające się w cieniu daktyli. W końcu przeszedł przez bramę na główny dziedziniec, wdzięczny wszystkim bogom za odrobinę chłodu.&lt;br /&gt;- W końcu jestem – westchnął sam do siebie – tylko od czego mam zacząć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3399539049446023135?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3399539049446023135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3399539049446023135&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3399539049446023135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3399539049446023135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2008/01/historiaece.html' title='Historiaece'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3858891577165332374</id><published>2007-08-19T22:40:00.000+02:00</published><updated>2007-08-19T22:48:24.691+02:00</updated><title type='text'>Zdecydowanie wcześnie</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;'Z przyjaciółmi'&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;odążając w górę za blaskiem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Lampy i świec gasnących&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdzie jest tam&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Pokój bliżej nieba, ze schodami do gwiazd&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czerwone tkaniny do snu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Pełne rozkoczy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;A do tego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kropla wieczności&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przerwana&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdy nikt tego nie chciał&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;12 Sierpnia 2007&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;'Są słowa'&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Są słowa których nikt nigdy nie zna&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dawno leżą ukryte wśród wydm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nasze błyszczące ślady na dnie studni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wabiące swoim obrazem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Srebrne krople snu drążące kamienie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Są rzeczy o których nikt nigdy nie wie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdy moja poduszka stała się okrętem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;I pożeglowałem nią do domu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wtedy sny spełniają się tym&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Którzy ich spełniać nie próbowali&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Są drobne myśli, których nie zapomnimy nigdy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wczorajsze wydarzenia, dzisiejsze rozterki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wracamy tam gdzie nasze serca&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czuły że wróciły do domu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Są Ci nie-zwykli ludzie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Którzy przecięli twoją drogę powrotną&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Do domu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To jest piękne jak zachody słońca tak odległe&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Że morze dostrzega je za szczytem gór&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Są wskazówki na klepsydrze odliczające czas&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Mój, twój i wasz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Powietrznych lotni uwitych z kartki papieru&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Unoszonych ciepłymi wiatrami słów&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Są spojrzenia moje i twoje odpowiedzi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przeplatane ciepłymi palcami&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przykryte płachtami purpurowych&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Pustynnych namiotów&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;14 Sierpnia 2007&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3858891577165332374?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3858891577165332374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3858891577165332374&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3858891577165332374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3858891577165332374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/08/zdecydowanie-wczenie.html' title='Zdecydowanie wcześnie'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-7782036777222818505</id><published>2007-08-01T17:19:00.000+02:00</published><updated>2007-08-01T17:22:54.626+02:00</updated><title type='text'>Stary wiersz, mam ich dużo...</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;i&gt;Zakochanie&lt;/i&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dotykają powierzchni tkaniny&lt;br /&gt;Ulatującego światła bańki&lt;br /&gt;Tik - tak, tik - tak, Tik - tak&lt;br /&gt;Jak łagodna melodia instrumentu&lt;br /&gt;Zakręconego w szklanej kuli&lt;br /&gt;stuk, stuk, stuk, stuk&lt;br /&gt;Niczym dwie dłonie szukające się w ciemności&lt;br /&gt;ulotne niczym obłoki pary z ust na chłodzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nosy ocierające się o siebie&lt;br /&gt;Zza zaparowanej szyby&lt;br /&gt;Tik - tak, Tik - tak, Tik - tak&lt;br /&gt;Czy czujecie uciekający wam czas?&lt;br /&gt;Gońcie go gońcie, nie dajcie uciec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie umiem wyrazić melodii mych myśli&lt;br /&gt;Owijającego się szalem jedwabiu&lt;br /&gt;Nie umiem wyrazić uczucia&lt;br /&gt;Opuszków palców na mokrym szkle&lt;br /&gt;stuk, stuk, stuk, stuk&lt;br /&gt;Drgania serca przyspieszonego&lt;br /&gt;Gdy słyszę ich krok&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotykają powierzchni tkaniny&lt;br /&gt;Te uczucia na które nie znajduje słów&lt;br /&gt;Bo niknę w słońca promieniach&lt;br /&gt;Tik - tak, Tik - tak, Tik - tak&lt;br /&gt;Czas, na was - moi zakochani&lt;br /&gt;Pędźcie po waszą wolność&lt;br /&gt;Pędźcie tworzyć świat&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;17 lipiec 2006&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-7782036777222818505?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/7782036777222818505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=7782036777222818505&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7782036777222818505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7782036777222818505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/08/stary-wiersz-mam-ich-duo.html' title='Stary wiersz, mam ich dużo...'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2691624912951655062</id><published>2007-07-27T20:01:00.000+02:00</published><updated>2007-07-27T20:03:55.743+02:00</updated><title type='text'>Ciemne chmury były na niebie...</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;i&gt;Mógłbym, za tobą podążać&lt;br /&gt;Gdyby nie dróg nieskończona,&lt;br /&gt;Ilość&lt;br /&gt;Tylko puste, nie spalone pole&lt;br /&gt;Nie byłoby tak prościej, prawdopodobnie&lt;br /&gt;Wraz z ciemnym pierzem na niebie&lt;br /&gt;Iść jednak, wydaje się, że trzeba&lt;br /&gt;A omszałe zielone kamienie&lt;br /&gt;Mile płynnej, nieugiętej w smutku myśli&lt;br /&gt;Zaznaczają&lt;br /&gt;Wijąc się krętymi pasmami&lt;br /&gt;I na twarzy i w oddali&lt;br /&gt;Są jednakowo twarde i ciemne&lt;br /&gt;Bo gdyby nawet żelaza poprosić&lt;br /&gt;Gorętsze by było według woli&lt;br /&gt;Płomiennej woli spalającej&lt;br /&gt;Obojętność&lt;br /&gt;Mogłaby to burza przyjść&lt;br /&gt;Z deszczem i rozsądkiem&lt;br /&gt;Gdyby tylko nie mieszała się&lt;br /&gt;Z łzami&lt;br /&gt;Tylko, nie naszymi&lt;br /&gt;Jej powietrze by drżało&lt;br /&gt;Jak moje palce nad słowem&lt;br /&gt;I bez tego słowa&lt;br /&gt;Jest mi gorzej, niż z nim&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2691624912951655062?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2691624912951655062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2691624912951655062&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2691624912951655062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2691624912951655062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/07/ciemne-chmury-byy-na-niebie.html' title='Ciemne chmury były na niebie...'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-7879959656016430799</id><published>2007-05-21T12:07:00.000+02:00</published><updated>2007-05-21T12:09:02.794+02:00</updated><title type='text'>Maz Emphoria - Kroniki Eramothu</title><content type='html'>Prolog&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Na początku czasu jeden tylko bóg przemierzał ścieżki śmiertelnego świata. Jednakże po wiekach samotności, kolejni bogowie narodzili się. Opiekunowie swoich ras i klanów. Prowadząc ich przez eony ku harmonii i ku pokojowi. I wtedy cień przyszedł i zagarnął świat wolnych ludów Saakar’u, nieznający niczego ponad miłością i dobrem, padali ofiarami najmroczniejszych z cieni, jeden po drugim. Wtedy trzy rasy, tylko trzy w których obudziła się wola walki, zjednoczyły się w swej niknącej  potędze. Ludzie, elessium i rahis stawili opór cienowi pod najstarszą z wież pradawnych patronów. Bogowie zeszli na ziemię by stawić czoła potworowi i jego dzieciom, które niszczyły wolny świat. To był początek końca czasu. Bitwa na brzegach oceanu, u wrót pradawnej wieży chyliła się klęsce, bogowie stali się śmiertelnikami i umierali w boju. Wtedy, jasna gwiazda zalśniła na szczycie wieży. Ta, która od wieków chroniła swój lud stoczyła walkę z strumieniem krwi który spadł z nieba na pradawną tarczę. Przegrała. W jeden dzień i noc nieszczęścia świat przestał istnieć. Miasta Saakar’u zniknęły w pod powierzchnią oceanu i w głębinach ziemi. Strażnicy pospadali z niebios i wraz z bogami odeszli z tego świata.&lt;br /&gt;Czterdzieści dni trwała nasza tułaczka, gdy jedynie dzięki największemu błogosławieństwu uciekliśmy przed unicestwieniem. I zgubiliśmy naszą drogę, do naszego uwielbionego domu. Zawróciliśmy, by znaleźć jedynie pustynię. Jednak wiedzieliśmy, że to nie był nasz dom. Spędzam tu, na końcu świata swe istnienie by być tym który będzie świadczył o tej katastrofie...&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;...rzeczywistość stała się wspomnieniem, wspomnienie stało się opowieścią, opowieść stała się historią, historia legendą a legenda mitem i katastrofa została zapomniana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cdn.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-7879959656016430799?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/7879959656016430799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=7879959656016430799&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7879959656016430799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7879959656016430799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/05/maz-emphoria-kroniki-eramothu.html' title='Maz Emphoria - Kroniki Eramothu'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-8310979428685287678</id><published>2007-03-24T23:44:00.001+01:00</published><updated>2007-10-08T20:46:51.179+02:00</updated><title type='text'>One step forward, two steps back</title><content type='html'>Prologue:&lt;br /&gt;Remember the time when nothing was really as  important as finaly making a few steps without help. When your older brother finaly told you, that you grown big.&lt;br /&gt;Today...  we still have big objectives, chances and hopes that we want to reach, so we tend to take steps to achieve them. But why nobody ever mentions that you might get tired or lost, when walking.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Epilogue:&lt;br /&gt;Sometimes winning is so close, but we get lost in the dense fog of wrong decisions, and thousand of steps we didn’t  need to take.&lt;br /&gt;So, why it is so important to keep your eyes on the path? To be cautious when trying? Because there is no turning back. We can’t undo what was done.&lt;br /&gt;And when we’ll finaly see the truth about the steps we made it might be too late, because it’s not about how  many steps we do, it’s about the road we choose.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-8310979428685287678?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/8310979428685287678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=8310979428685287678&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8310979428685287678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8310979428685287678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/03/one-step-forward-two-steps-back_24.html' title='One step forward, two steps back'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-4458442943812855603</id><published>2007-03-22T11:22:00.000+01:00</published><updated>2007-07-15T23:25:42.911+02:00</updated><title type='text'>Amazing and wrong</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Prologue:&lt;br /&gt;We are the teenagers of our age. We get up and do our things. And about being a teenager, the most important thing is hope. We hope that when the weather is bad, it will be better in the afternoon, and we hope for something great to happen.&lt;br /&gt;For the money, we hope somebody will just gave them to us, and about the parents and people, we just hope they will be enough nice to us today. So they better not dare to do it wrong.&lt;br /&gt;And for today? I just hope something amazing will happen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Epilogue:&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;There is something about hopes. We all do them, hoping for a better tomorrow,&lt;br /&gt;even if today was the best it could get.&lt;br /&gt;Hope is what makes us going. It's not about if it does or not come true.&lt;br /&gt;It's about the strength it gives us, and it makes another time worth trying. It's why we are still living.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-4458442943812855603?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/4458442943812855603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=4458442943812855603&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4458442943812855603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4458442943812855603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/03/amazing-and-wrong.html' title='Amazing and wrong'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-4430426236661019375</id><published>2007-02-23T00:40:00.000+01:00</published><updated>2007-02-23T00:41:44.899+01:00</updated><title type='text'>5 Lipca</title><content type='html'>To był jeden z tych wczesnych letnich wieczorów kiedy, spoglądając w okno myślało się tylko wyłącznie o oleju żarzącym się na patelni. Mijający dzień tego upragnionego lata, na które czeka się parę lat a gdy nadejdzie to po kilku godzinach ma się go dosyć i przeklina się fale gorąca spływające z blado niebieskiego nieba. Oczywiście gdy jest gorąco można zrobić dwie rzeczy, albo ściągnąć z siebie wszystko, albo założyć jeszcze więcej żeby było co ściągać.&lt;br/&gt;Jednak wtedy akurat te myśli nie kłopotały mnie najbardziej, tylko raczej natrętne uczucie braku opanowania sytuacji, gdy z jednej strony ktoś do mnie coś pisze na komputerze (przekleństwo narodów) a z drugiej strony mama wymyśla co raz to nowe rzeczy do zrobienia.&lt;br/&gt;- Pójdziesz odbierzesz ten zeszyt. Idź z psem. Sprzątnij. Znowu zrobiłeś mi bałagan w przyprawach! Czy ty nie umiesz niczego dobrze zrobić? – jej głos odbijał się jak brzęczenie natrętnej muchy. Kochanej natrętnej muchy, która czasem sobie nie zdaje sprawy jakie to wszystko jest męczące. Sama zaś potrafi chodzić cały dzień jak niestrudzony mechaniczny twór, sprzątając, piorąc, gotując. Nie pozwalający sobie pomóc ani chodź by coś zrobić obok, jedynie odpowiada kapryśnie – Idź! Bo mi wszystko popsujesz. Nie wiesz jak więc nie rób. Wy nic nie umiecie, ja musze wszystko w tym domu robić! – I tak ciągle, przy każdej okazji. Z uśmiechem na ustach czy z grymasem złości.&lt;br/&gt;- Musisz oddać ten zeszyt takiej jednej pani, Znasz ją, już widziałeś ją kiedyś. Blondynka. – Usłyszałem akurat w momencie gdy myślałem o najbardziej niebieskich migdałach, ponieważ kilka minut wcześniej wróciłem z przechadzki z psem. O ile to można nazwać przechadzką, pies kręcił się w kółko po krótko obstrzyżonym trawniku, jak mała czarna serdelka szukając znajomego zapachu. A ja opierając się o ścianę klatki zastanawiałem się z przekorą „Jak długo uda mi się utrzymać moje molekuły w jednym miejscu nim spadną na ziemię’ i chwilę później ujrzałem siebie samego, jako zbiór czegoś podobnego do kisielu i szklanych kuleczek spadających z mokrym plaskiem na ziemię. &lt;br/&gt;- Nie ma mowy, dopiero co wróciłem. Po zatem nie lubię robić za czyjegoś posłańca. – rzuciłem sięgając do kubka z zimnym jogurtem naturalnym. Trochę jak słodka śmietana, ale gdy nie ma nic lepszego pod ręką też potrafi stanowić wspaniałą słodycz orzeźwienia. &lt;br/&gt;- Ta kobieta ciężko pracuje, ja też ciężko pracuje, jako sprzątaczka, praczka, kucharka...&lt;br/&gt;Bez słowa poszedłem ubierać buty, czasem wolę nie wdawać się w bójki słowne z moją mamą, bo mimo wszystko wolę ją kochaną a nie wściekłą i milczącą. To taka dygresja. Ubrałem cały potrzebny inwentarz, naciągnąłem buty na bose nogi i założyłem czapkę, daszkiem do tyłu. &lt;br/&gt;Droga była krótka, coś koło 70 kroków, a może więcej, ale nie liczyłem, a może powinienem. Będę musiał się nad tym kiedyś zastanowić. Nagle w zasięgu wzroku pojawiła się znajoma postać, ale znajoma dlatego że posiadała jeden szczegół, który sprawiał, że wiedziałem kim jest. Duże czarne okulary, na małej szczupłej twarzy o aksamitnej skórze. Posuwała się lekkim tanecznym ruchem z psem na smyczy, po kilku chwilach beznadziejnego wpatrzenia w nią, coś się poruszyło i zawołałem – Cześć!&lt;br/&gt;Drgnęła, znam to drgnięcie, zaskoczone i niepewne. Takie zabawne. Obejrzała się we wszystkie strony, uśmiechnęła się gdy mnie zobaczyła – chociaż zastanawiałem się czy też bardziej w jakiś sposób domyśliła się skąd mój głos dochodził – i odpowiedziała mi tym samym. &lt;br/&gt;Odwróciłem wzrok za nią jeszcze chwilę, ale zobaczyłem mojego adresata. Znajomą panią, blondynkę. No faktycznie, blondynka. W tym palącym słońcu jej włosy skrzyły się jak złoto na jasnym marmurze jej twarzy. Uśmiechnęła się i podziękowała. Nieco przypominała moją mamę, nie wiem dlaczego i z czego dokładnie mi ją przypominała, ale jednak coś w sobie takiego miała. &lt;br/&gt;Mogłem wracać, widziałem jej cień gdzieś przed sobą. Postanowiłem przyspieszyć, skręciłem na drugą stronę i pognałem przed siebie. Ale była daleko przede mną.&lt;br/&gt;- Chciałem Cię dogonić, ale pomyślałem że to głupie – powiedziałem.&lt;br/&gt;Uśmiechnęła się do mnie swoim nieco zdziwionym i nie rozumiejącym uśmiechem.&lt;br/&gt;-  A to nic. Nic, nic się nie stało. – powiedziała i szła dalej swoim czarującym krokiem. Nie wiem dlaczego czarującym, nie wiem dlaczego zwróciłem na to uwagę. Ale szła jak baletnica, lekko falując, gdyby tańczyła na scenie, niczym szal bym posuwała się z objęć jednego mężczyzny do objęć kolejnego. I te duże czarne okulary. Jak wielkie zasłony. Nie wiem dlaczego gdy pierwszy raz ją w nich widziałem to po jakimś czasie obraz wielkiej muchy wydał mi się podobny. Ale tylko przez chwilę. Nigdy nie wierzyłem, jak wielcy psycholodzy mówią, że różne dodatki z naszego życia które nosimy stanowią często odzwierciedlenie naszych wewnętrznych problemów, obaw, marzeń albo innych rzeczy. Jak maski. Widziałem kiedyś w jednym z tych dziwnych filmów o różnych kulturach, coś o kulturze plemion afrykańskich, tam nosili maski. Dziwne, karykaturalne maski przedstawiające każdego członka plemienia, opisujące jakieś jego cechy. &lt;br/&gt;I znowu te czarne okulary. Chyba nieco jak weneckie szyby, z jednej strony niczym lustro, a z drugiej strony wszystko widać. &lt;br/&gt;Nie wiedziałem czy coś ukrywała, nie jestem specjalistą od ludzkich sekretów. Czy były tam smutne oczy, cierpiące od czegoś co dla innych pozostało by niezrozumiałe. Czy też zbyt ostry makijaż, który źle wygląda na ulicy ale wspaniale w domu. Czy też zmęczona twarz, bez wyrazu, bez dodatków, taka normalna i zwyczajna, której nie pamiętam. Taki zwykły dodatek, co pozwala nam się ukryć przed światem. Jak dobry makijaż, tak dobry że maskuje dodatkowe lata, niedoskonałości twarzy.&lt;br/&gt;Jak moja czapka, z daszkiem do tyłu. Tylko czy ja wiem, że zakładając ją w ten sposób, chcę wyglądać jakoś lepiej, modniej. Że chce dodać sobie lat, lub nawiązać do jakiejś subkultury. &lt;br/&gt;Wydaje mi się, że wiem. Chyba wszyscy wiemy co chcemy osiągnąć, gdy coś chcemy odkryć lub schować. &lt;br/&gt;Wróciłem do domu, z cichą myślą idei i usiadłem w ciszy szukając słów.&lt;br/&gt;Przeczesałem wzrokiem podwórko za oknem i zobaczyłem roześmiane dzieci ubrudzone lodami, siedzące na huśtawce. &lt;br/&gt;Przynajmniej one są jeszcze prawdziwe. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-4430426236661019375?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/4430426236661019375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=4430426236661019375&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4430426236661019375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4430426236661019375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/02/5-lipca.html' title='5 Lipca'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-6172497553442926192</id><published>2007-02-14T00:11:00.000+01:00</published><updated>2007-02-14T00:10:59.569+01:00</updated><title type='text'>Tak Walentynkowo</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;'Wiersz ku Tobie'&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Stanąłem stopami, na ziemi ciepłej&lt;br/&gt;ulge niosącej, nerwu każdemu&lt;br/&gt;Stanąłem stopami, na rosą przykrytej trawie&lt;br/&gt;świeżo budzącej, umysł jeszcze śpiacy&lt;br/&gt;I zanurzyłem dłonie w twych włosach&lt;br/&gt;Jak ziemia ciemnych, życiem pachnących&lt;br/&gt;Dotykałem szaty twej, z pajęczyny utkanej z kroplami wody&lt;br/&gt;Jarzyła się mi diamentami, o poranku&lt;br/&gt;Stanąłem stopami, pomiędzy kwieciem&lt;br/&gt;Spoglądając na Amarylisu kielich&lt;br/&gt;Stąpałem, wolno i głęboko&lt;br/&gt;Stąpałem, lecąc radośnie&lt;br/&gt;Niczym sokół, wolny od zmartwień&lt;br/&gt;I czułem wiatru łagodny dotyk na policzku&lt;br/&gt;I wiedziałem, że to ty&lt;br/&gt;Stanąłem stopami, na ziemi ciepłej&lt;br/&gt;I widziałem, że duchem jestem w domu&lt;br/&gt;Nie było już nieba i nagłego piorunu&lt;br/&gt;Stanąłem stopami, na nowym lądzie&lt;br/&gt;Nazwanym moim imieniem&lt;br/&gt;Gładząc soczystej trawy liście&lt;br/&gt;Stąpałem, niczym w wodzie&lt;br/&gt;Czułem morza kwiatów, obmywające mi nogi&lt;br/&gt;Stanąłem stopami, w krainie bez nazwy&lt;br/&gt;Stanąłem tam radośnie&lt;br/&gt;Bo znalazłem Ciebie&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-6172497553442926192?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/6172497553442926192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=6172497553442926192&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6172497553442926192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6172497553442926192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/02/tak-walentynkowo.html' title='Tak Walentynkowo'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-3742828196649286964</id><published>2007-02-14T00:08:00.000+01:00</published><updated>2007-02-09T16:08:44.174+01:00</updated><title type='text'>Tak zupełnie na wiosnę</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;‘Odwilż umysłu’&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="center"&gt;Zupełnie nie wiem jak to się stało&lt;br/&gt;Przedłużająca się chwila kalorycznego upojenia&lt;br/&gt;Słowa barwiące Cię aksamitem &lt;br/&gt;Ekscytująca woń własnych myśli&lt;br/&gt;Ociekających wcale nie-dietetycznym miodem &lt;br/&gt;Który sami gołymi rękoma podkradaliśmy pszczołom&lt;br/&gt;Zupełnie nie wiem &lt;br/&gt;Dlaczego&lt;br/&gt;Kiedy to się stało&lt;br/&gt;Jak to wszystko ma wyglądać&lt;br/&gt;Zupełnie jak ten czas co ciągle mija&lt;br/&gt;Prawie go nie słyszymy, a czujemy jego zapach&lt;br/&gt;Będący jesiennym kwiatem posadzonym zeszłego lata&lt;br/&gt;Gdzie w tym wszystkim znajdę&lt;br/&gt;Swoje uśmiechnięte kroki&lt;br/&gt;Powoli rozchodzących się mokrych kręgów&lt;br/&gt;Na powierzchni skóry&lt;br/&gt;A może umysłu&lt;br/&gt;Mojego&lt;br/&gt;Ale, nie tylko tego będącego moim&lt;br/&gt;Ale także, tego drugiego będącego moim&lt;br/&gt;Przecież to wszystko szalone&lt;br/&gt;Zagubione i znalezione&lt;br/&gt;Na krawędzi słonecznego kubka&lt;br/&gt;Wypełnionego słodkimi łykami wczorajszych dni&lt;br/&gt;Zupełnie jak wielokolorowa galaretka marzeń&lt;br/&gt;I księżyc zostawia na niej swoje cienie&lt;br/&gt;A my słowami zmywam ślady stóp na plaży &lt;br/&gt;Tego co było teraz i chwilę temu&lt;br/&gt;A wszystko przez głupców &lt;br/&gt;Takich jak ja&lt;br/&gt;Śmiejących się do uciekających blasków nieba&lt;br/&gt;Takich jak ty&lt;br/&gt;Tańczących na ścieżkach życiowych zagadek&lt;br/&gt;Takich jak my&lt;br/&gt;Mówiących więcej niż serce chciałoby powiedzieć&lt;br/&gt;Nie można już tego cofnąć&lt;br/&gt;Nie można być samotnym&lt;br/&gt;Zupełnie nie wiem jak to się stało&lt;br/&gt;Dzisiaj dzieje się wszystko&lt;br/&gt;Co wczoraj wydarzyć się nie chciało&lt;br/&gt;Otworzyły się dawno zamknięte drewniane drzwi&lt;br/&gt;Na których suszyliśmy kwiaty&lt;br/&gt;Nie tylko magiczne zioła jednej chwili&lt;br/&gt;Zupełnie nie wiem jak to się stało&lt;br/&gt;Wypada mi teraz tylko poczekać&lt;br/&gt;Na zdziwienie&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-3742828196649286964?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/3742828196649286964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=3742828196649286964&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3742828196649286964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/3742828196649286964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/02/tak-zupenie-na-wiosn.html' title='Tak zupełnie na wiosnę'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-6358495454002718078</id><published>2007-02-09T16:04:00.000+01:00</published><updated>2007-02-06T20:46:33.598+01:00</updated><title type='text'>'I have this thing for life'</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;‘Dni, krótkimi życiami’&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie ma większej przyjemności&lt;br/&gt;Niż liczenie spadających z nieba godzin&lt;br/&gt;Mijających szybciej, niż nam się zdaje&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie ma większej rozpaczy&lt;br/&gt;Niż czekanie na cud, którego powinniśmy sami dokonać&lt;br/&gt;Tak bardzo upragnionego&lt;br/&gt;W samym sobie&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Przed, którym uciekamy&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie ma definicji na wszystko&lt;br/&gt;Niepojętych, bezradnych słów&lt;br/&gt;Starających się opisać nadzwyczajność&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie opiszesz duszy&lt;br/&gt;Nie dotkniesz muzyki&lt;br/&gt;Nie złapiesz czasu&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Ale, czy nie powinniśmy chociaż spróbować&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie ma większej przyjemności&lt;br/&gt;Gdy nie umiesz powiedzieć jednego słowa&lt;br/&gt;Chociaż znasz ich tysiące&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Ja tylko...&lt;br/&gt;Czy ty...&lt;br/&gt;Gdyby jednak...&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Jesteśmy zamrożeni&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Czas zamienić dzisiejsze możliwości&lt;br/&gt;Na jutrzejsze zdarzenia&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nawet jeżeli będą się powtarzać&lt;br/&gt;Niech różnią się chociaż kolorami&lt;br/&gt;Smakiem, dotykiem, zapachem&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie ma większej przyjemności&lt;br/&gt;Gdy wiesz, że nie straciłeś jutra&lt;br/&gt;Na wczorajsze marzenia&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-6358495454002718078?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/6358495454002718078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=6358495454002718078&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6358495454002718078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6358495454002718078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/02/i-have-this-thing-for-life.html' title='&apos;I have this thing for life&apos;'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2203936716203946106</id><published>2007-02-02T15:21:00.000+01:00</published><updated>2007-02-02T15:35:47.936+01:00</updated><title type='text'>Bo, trzeba na opak</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RcNK3VH3MBI/AAAAAAAAABM/b4htXPVZR6E/s1600-h/smaller.jpg"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RcNK3VH3MBI/AAAAAAAAABM/b4htXPVZR6E/s320/smaller.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5026943923498987538" /&gt;&lt;br/&gt;&lt;/a&gt;&lt;div align="center"&gt;Co raz czarno białe było teraz kolorem się stało - albo coś takiego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2203936716203946106?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2203936716203946106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2203936716203946106&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2203936716203946106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2203936716203946106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/02/bo-trzeba-na-opak.html' title='Bo, trzeba na opak'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RcNK3VH3MBI/AAAAAAAAABM/b4htXPVZR6E/s72-c/smaller.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-7982803847428195873</id><published>2007-02-01T20:42:00.000+01:00</published><updated>2007-02-01T20:46:11.481+01:00</updated><title type='text'>Kaczuszki rulez!</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RcJDOFH3L_I/AAAAAAAAAA4/6IsKMVus4U4/s1600-h/hol.jpg"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RcJDOFH3L_I/AAAAAAAAAA4/6IsKMVus4U4/s320/hol.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5026654043271278578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;br/&gt;Duck - Kaczuszka In Inglysz Wershion.&lt;br/&gt;Dedykowana Eluś.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-7982803847428195873?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/7982803847428195873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=7982803847428195873&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7982803847428195873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7982803847428195873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/02/kaczuszki-rulez.html' title='Kaczuszki rulez!'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RcJDOFH3L_I/AAAAAAAAAA4/6IsKMVus4U4/s72-c/hol.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-6821255386333586968</id><published>2007-01-29T23:44:00.000+01:00</published><updated>2007-01-29T23:47:08.712+01:00</updated><title type='text'>By mieć więcej wiary artystycznej</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;‘Grudniowe zwierzenie’&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;By tworzyć, trzeba Ci, chociaż&lt;br/&gt;Czystej kartki, naostrzonego ołówka&lt;br/&gt;Sprawnego długopisu&lt;br/&gt;Wybieraj między czarnym a niebieskim&lt;br/&gt;By umieć tworzyć trzeba Ci talentu&lt;br/&gt;Wprawy godnej zawodowca&lt;br/&gt;Charakterystycznej kreski&lt;br/&gt;Rozpoznawalnego stylu&lt;br/&gt;By żyć nie trzeba Ci niczego&lt;br/&gt;Jedynie trochę rozwagi&lt;br/&gt;Wszystkie narzędzie tworzenia już otrzymałeś&lt;br/&gt;Lecz z żadnego z nich nie korzystasz&lt;br/&gt;Jak motyl w klatce żyjesz wygodnie&lt;br/&gt;Dokarmiany przez sześć córek szatana&lt;br/&gt;Byłoby tak inaczej gdyby to przerwać&lt;br/&gt;Zmusić ludzi do widzenia&lt;br/&gt;Zmusić ich żeby dostrzegli&lt;br/&gt;Swoją ślepotę&lt;br/&gt;Swoją głupotę&lt;br/&gt;Swój brak odwagi do życia&lt;br/&gt;Swoje pokaleczone dłonie drapiące ściany&lt;br/&gt;Normalność zaczęliśmy już nazywać szaleństwem&lt;br/&gt;Szaleństwo określamy jako normalność&lt;br/&gt;Czyżby wszystko się zmieniło? &lt;br/&gt;Jak to jest bać się gdy inni się boją&lt;br/&gt;Jak to jest być odważnym w tłumie ślepych&lt;br/&gt;Jak to jest być sobą gdy wszyscy są inni&lt;br/&gt;Czuć się tak obco, będąc z wami&lt;br/&gt;Czy to źle?&lt;br/&gt;Czuje się sobą&lt;br/&gt;Czy to źle?&lt;br/&gt;Chyba nie ma już romantyzmu na ulicach&lt;br/&gt;Powiedziałbym, że się go wstydzę&lt;br/&gt;To taka nowa moda narodowa&lt;br/&gt;Ale ja wciąż widzę&lt;br/&gt;Szkarłatne rozlewiska słońca na niebie&lt;br/&gt;Lśniące gwiezdne kryształy o północy&lt;br/&gt;I widzę Ciebie&lt;br/&gt;Wierzę w Boga&lt;br/&gt;Wierzę w Anioły&lt;br/&gt;Wierzę w Ciebie&lt;br/&gt;Tak bardzo bym nie chciał żeby świat się nagle skończył&lt;br/&gt;Nie widziałem jeszcze jutra&lt;br/&gt;Bo dziś i jutro&lt;br/&gt;Jesteśmy zdolni czynić cuda&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;___________________________________&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Z dnia 12 Grudnia 2006 roku&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-6821255386333586968?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/6821255386333586968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=6821255386333586968&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6821255386333586968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/6821255386333586968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/01/by-mie-wicej-wiary-artystycznej.html' title='By mieć więcej wiary artystycznej'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2747825682004833753</id><published>2007-01-27T01:48:00.000+01:00</published><updated>2007-01-27T01:51:02.129+01:00</updated><title type='text'>Przyjaciele</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;‘Bo, przyjaźń’&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Bo, przyjaźń to dla mnie więcej niż słodycz&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Wybacz, że nie powiedziałem Ci&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Co było dzisiaj&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Jak było wczoraj&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Czym będzie jutro&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Opowiem to wszystko jak się spotkamy&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Radośnie, spokojnie, z ciepłym uśmiechem&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Bo, przyjaźń to dla mnie coś więcej&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Niż najbardziej zajęte godziny&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Bo, przyjaźń jest dla mnie oddechem życia&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Wiarą najsilniejszą&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Tajemnicą najskrytszą&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Śmiechem najczystszym&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Bo, przyjaźń to dla mnie więcej niż słodycz&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Bo, za przyjaciela mam Ciebie&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;__________________________________________&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Według myśli Kamili, pod dachem mojego języka i dla wszystkich moich przyjaciół.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2747825682004833753?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2747825682004833753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2747825682004833753&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2747825682004833753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2747825682004833753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/01/przyjaciele.html' title='Przyjaciele'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-8555801605856025411</id><published>2007-01-22T01:16:00.000+01:00</published><updated>2007-01-22T01:27:57.518+01:00</updated><title type='text'>Okołonocne portrety</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RbQD7lH3L-I/AAAAAAAAAAs/ps0WXslgnv8/s1600-h/akt1.jpg"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RbQD7lH3L-I/AAAAAAAAAAs/ps0WXslgnv8/s320/akt1.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5022643806537199586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="center"&gt;Było mi cał&lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;kiem&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;ciężko&lt;/span&gt;, &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;ponieważ&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;nie&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;mia&lt;/span&gt;łem &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;pomys&lt;/span&gt;łu &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;na&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;rysunek&lt;/span&gt; i&lt;br/&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;zaczą&lt;/span&gt;łem &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;grzebać&lt;/span&gt; w &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;folderze&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;anatomii&lt;/span&gt;,&lt;br/&gt;&lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;ponieważ&lt;/span&gt; w &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;końcu&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;muszę&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;się&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;tego&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;nauczyć&lt;/span&gt; no i &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;wszy&lt;/span&gt;ło to co &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;wysz&lt;/span&gt;ło. &lt;br/&gt;W &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;owym&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;folderze&lt;/span&gt; ten &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;akt&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;nazywa&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;się&lt;/span&gt; 'Ana',&lt;br/&gt;&lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;tak&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;więc&lt;/span&gt; to &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;też&lt;/span&gt; &lt;span onclick="BLOG_clickHandler(this)" class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;będzie&lt;/span&gt; 'Ana'.&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-8555801605856025411?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/8555801605856025411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=8555801605856025411&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8555801605856025411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/8555801605856025411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/01/okoonocne-portrety.html' title='Okołonocne portrety'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RbQD7lH3L-I/AAAAAAAAAAs/ps0WXslgnv8/s72-c/akt1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-4702355728009441847</id><published>2007-01-21T15:12:00.000+01:00</published><updated>2007-01-21T15:18:33.799+01:00</updated><title type='text'>Różne spojrzenia</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;Dzienniki Argebusa&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie odnajdzie człowiek dni, które potrafił by objąć słowami. Nie znajdzie także, takich słów by mógł objąć coś więcej, jednak zawsze może próbować i chociaż nawet będzie najdoskonalszy wśród doskonałych, to uczucie niekompletności będzie towarzyszyło mu zawsze. Dzień upływający za dniem nauki poznania i próby i marzenia ujrzenia czegoś, co tak naprawdę bywa niedostrzegalne, mogą oślepić nas na rzeczywistość świata.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Nie jestem pewien, tego co powinno się wydarzyć. – Stwierdził któregoś dnia nagle Ilikra siedząc na słomianej ławie, którą zawsze stawiał na brzegu stawów otaczających wioskę.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- A co powinno? – Argebus był w pobliżu, zbierając zioła i wydało mu się, że słowa te skierował do niego, więc zbliżył się do ławy.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Wszystko co odróżniło by, dzisiaj od wczoraj.  – rzekł Ilikra nie odwracając głowy.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Więc, dzisiaj i wczoraj są takie same? – Argebus usiadł obok niego.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Jestem przekonany, że tak.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- To chyba jednak zależy tylko do człowieka.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- A co człowiek może? – Ilikra odwrócił wzrok znad stawów, spojrzał na swoje dłonie a po chwili rzucił przenikliwe spojrzenie Agrebusowi.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Spróbować odróżnić dziś od wczoraj. – Odparł mu mężczyzna. Wychylił się do przodu i zerwał jedno z ziół, których poszukiwał.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- To zbyt trudne.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Więc lepiej nie próbować? &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Tego nie wiem.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Spójrz na sakralne totemy. - Argebus wskazał odległe miejsce, za stawami, na jednym ze wzniesień, wznoszących się za lasem zabarwionym przez jesień.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Co z nimi? – Jego towarzysz zmrużył oczy by lepiej widzieć.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Skończyli je dzisiaj rano malować. – Uśmiechnął się Argebus z odrobiną dumy.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- W końcu, były bardzo brzydkie.- Ilikra skrzywił usta z niesmakiem i splótł dłonie za głową.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- To jest różnica. – Mężczyzna tylko pokręcił głową.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Czego?&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Wczoraj od dzisiaj. Wczoraj ta totemy stały surowe, niewykończone, szpecąc las i jezioro co jest w oddali, wyglądając jak gołe konary obumarłych drzew, a teraz delikatnie współgrają z jesiennym lasem. – Dłoń Argebusa delikatnie szarpnęła powietrze, jakby chciał nadać barwy swoim słowom.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- To nie jest różnica. – Ilikra prychnął i pokręcił głową.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Oczywiście, że jest. – Ciągnął Argebus.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Różnica powinna być inna, wielka, niesamowita, niezwykła! – Wraz z tymi słowami mężczyzna szarpnął się gwałtownie z miejsca, jakby chciał pokazać, że jest gotowy na te gwałtowne zmiany, o których mówi.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Aha, więc teraz jutro powinno być diametralnie inne niż dzisiaj? Góry powinny się zakopać szczytami w ziemi, a drzewa wystawić korzeniami ku słońcu, a ja przyjdę tutaj z żółtymi paskami na twarzy i skrzydłami na dłoniach. – Argebus uniósł brwi w zdziwieniu.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Uwaga całkiem nie na miejscu.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- A co jest w tej sytuacji na miejscu? Nie rozumiem.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Właśnie, o to chodzi nie rozumiesz, nie potrafisz!&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Rozumiem, więc jestem zbyt prosty, żeby zrozumieć?&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Nie! To... to nie to. Jesteś raczej zbyt skomplikowany, żeby pojąc proste rzeczy. – Ilikra pokręcił głową.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Ah... rozumiem. – Argebus podrapał się po policzku słuchając z rosnącym zaciekawieniem.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Nie obraź się – Ilikra zwiesił głowę w skrusze.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Nic się nie stało, ale wiesz. – Uśmiechnął się szczerze mężczyzna.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Tak?&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Cieszę się, że ja jestem skomplikowany a ty prosty.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Dlaczego?  - Ilikra także się uśmiechnął, nic nie rozumiejąc.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Bo gdybyś nie był, umarł bym z nudów, tocząc z tobą debaty o psychologii istnienia.  – Argebus zakończył śmiechem.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-4702355728009441847?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/4702355728009441847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=4702355728009441847&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4702355728009441847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/4702355728009441847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/01/rne-spojrzenia.html' title='Różne spojrzenia'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-2904813068190512442</id><published>2007-01-15T16:49:00.000+01:00</published><updated>2007-01-15T20:37:43.081+01:00</updated><title type='text'>Drawing - Logan</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RavWO1H3L8I/AAAAAAAAAAY/Kk7dyZdksMw/s1600-h/logan-1_small.jpg"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RavWO1H3L8I/AAAAAAAAAAY/Kk7dyZdksMw/s320/logan-1_small.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5020341759901118402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Dnie mijają nieco wolno, długo, nudno, ponieważ nie ma się pracy, a zrobienie cokolwiek w tym kierunku &lt;br/&gt;&lt;div align="center"&gt;jest strasznie nudne. Pozostają inne przyjemności, na przykład rysowanie. Jak zobaczyłem to się w miejsca zakochałem w pierwowzorze narysowanym przez jednego z artystów na deviant.art o nicku 'coey'. Więc jak się zakochałem, stwierdziłem, że też potrafię i już mnie nie było.&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-2904813068190512442?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/2904813068190512442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=2904813068190512442&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2904813068190512442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/2904813068190512442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2007/01/drawing-logan.html' title='Drawing - Logan'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/RavWO1H3L8I/AAAAAAAAAAY/Kk7dyZdksMw/s72-c/logan-1_small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-7555393672587087643</id><published>2006-12-10T21:17:00.000+01:00</published><updated>2006-12-10T21:22:59.939+01:00</updated><title type='text'>Światełko morelowo limonkowe chcesz przejść, stań na głowie...</title><content type='html'>Ahm... ahm... dlaczego wszyscy mnie tak wcześnie budzili, co ja takiego zrobiłem... no więc nic nie zrobiłem, siedziałem z pewną osobą na GG do 1 rano, czy może później już było... ah nie pamiętam zresztą.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Śniadanie było o 6:20, nietypowe... czy ja nie miałem przypadkiem autobusu o 6:24? Tak? Naprawdę? Och jej, to pójdę na ten o 6:44... a może jednak pójdę na 6:58, tak jakoś... no i pójdłem... I zasnąłem w autobusie i się obudziłem na Rodła, ale jakoś tak dziwnie bo jakby mnie wodą oblano i wyleciałem z pojazdu, i zaraz poleciałem na tramwaj, ale jakby to nie było nastałem się, zmarzłem bo zimno było i pupa. Widziałem nowy/stary polsko/niemiecki tramwaj w kolorze pleśniejącej żółci co jak podjechał to zrobił takie kosmiczne ziuuuum. Ale takie to mi się nie podoba. Oczywiście przyjechałem i idę na autobus, już nie leciałem, bo sił nie było. I stoję i czekam na światła i w końcu przystanek i czekam 20 minut na autobus który miał być 5 minut temu. Trzęsąc się z zimna słyszę : Światło czerwone, jeżeli chcesz przejść wciśnij przycisk... Światło czerwone, jeżeli chcesz przejść wciśnij przycisk... Światełko morelowo limonkowe chcesz przejść, stań na głowie... Światełko w niebieskie kropeczki, chcesz przejść, to sobie idź... Światełko....&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Po chwili podjeżdża autobus, wpadamy do autobusu, ludzie do mnie smsują, gdzie ja jestem i czy będę. Piszę, że będę, tyle że spóźniony... nieco.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;No i jestem, pod szkołą, w szkole i na bałwanka patrzę. Wpadam na aulę z takim bananem, już mnie wołają, pani z uśmiechem... normalnie ułaaa, wieszam się, znaczy kurtkę i już się dowiedziałem, że całej grupie z testu na agresję wyszło iż wszyscy powinni iść do psychiatrów policyjnych jako osoby z zadatkami na seryjnych morderców i psychopatów.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Z testem na uzależnienie od telewizora wypadłem najgorzej, dlatego że nie mam w pokoju telewizora i w ogóle tego nie oglądam, a z internetu też kiepsko, myślałem że będę z czegoś uzależniony.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Potem przyszły ćwiczenia zintegrowane, które lubię bo można sobie po angielsku porozmawiać, no i Marta ze mną siedziała. Ale jakąś taką leguminę na krześle miała, zresztą tak jak ja i nam niemrawo to szło, zresztą ona zmęczona i ja też. Z tyłu robale znowu szaleją i komiks kolejny rysują. Zrobiliśmy ćwiczenia. Zaraz przerwa to ja chcę wybiec szybciej żeby sobie nosa oczyścić, a tu nagle tłum za drzwiami mi wyrasta i wszyscy spojrzenia na mnie. Łuaaaa ja niechcie! Wziąłem kurtkę i wyszliśmy do innej sali – według zmysłu detektywistycznego w tym momencie straciłem szalik, ponieważ musiał wypaść mi przez rękaw i wtedy ktoś znalazł i się ucieszył – w następnej sali było pisanie. Zdanie proste, kartka papieru, długopis, 250 słów i piszemy na temat The most memorable day of my life, czas na to 90 minut. Oczywiście, żeby było śmiesznie napisałem to w 30 minut, według wszystkich standardów, jak wstawałem żeby oddać pani od pisania wystrzeliła do mnie swoim kosmicznym bananowym uśmiechem, jako że kiedyś uczyła mnie w liceum. No i wróciłem na miejsce, ponieważ miałem wyrzuty sumienia, że jak sobie tak wyjdę to wyjdę na niewiadomo kogo, jakiegoś takiego zapatrzonego w siebie i w ogóle. Zostałem i pomagałem po cichu reszcie, sprawdziłem pięć prac, pomogłem napisać dwie i jakoś to wyszło. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;A później jakoś tak szybko do domu i zimno było. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;A w Policach ledwo wysiadłem, mój 5 letni bratanek już biegł w moją stronę i wskoczył mi na ręce i wycałował mnie po twarzy. Ciepło mi na sercu przez następny rok.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-7555393672587087643?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/7555393672587087643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=7555393672587087643&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7555393672587087643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/7555393672587087643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2006/12/wiateko-morelowo-limonkowe-chcesz-przej.html' title='Światełko morelowo limonkowe chcesz przejść, stań na głowie...'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6403775094634774891.post-1566247363869765474</id><published>2006-12-09T22:00:00.000+01:00</published><updated>2006-12-10T00:04:38.178+01:00</updated><title type='text'>Bo algi są najlepsze</title><content type='html'>Mógłbym powiedzieć, że się zdziwiłem kiedy moja mama obudziła mnie z dokładnością zegarka dzisiaj coś w okolicach godziny 5:20, tyle że z dokładnością jakiegoś innego, bo nie mojego, mój był nastawiony na 5:30 i niedelikatnie zaskrzeczał mi w ucho kiedy starałem się podnieść swoją cementową głowę z poduszki.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Wstałem, ubrałem się do połowy, patrzę 5:42... no nie no, chyba sobie ktoś tu żarty robi. No na pewno nie ja! Położyłem sobie skarpetki na poduszkę i wślizgnąłem się pod koc, siłując się na pupy z psem, oczywiście wygrałem... a jakże.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Oczywiście, mama woła i woła i woła i woła... woła... woła, no w końcu stwierdziłem, że nie wytrzymam i poszedłem do łazienki – czytaj : zawlokłem się – wpadam, ubieram się, twarz myję.... err... cofnij, twarz myję, ubieram się do końca, żel na włosy... a nie chce mi się, no ale muszę, no to się pożeliłem. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;W kuchni papu stoi, ale oczywiście trzeba zawrócić do lodówki, lodówka we wnęce w ścianie w przedpokoju ( ale dużo w) no i bierzemy jogurt, dobra bierzemy dwa. Nikt się nie przyczepi, powiem, że to na lepsze myślenie. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Zjadłem i stwierdziłem, że moje zmyślne tempo dzisiaj wymaga ode mnie bym zamiast na 6:24 leciał na autobus, leciał na niego o 6:44, no i się spakowałem i poleciałem. Nic ciekawego zresztą, poza faktem że Police ładne nocą są, znaczy nie nocą ale w godzinach zboczenie wcześnie rannych.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Zimno było więc skorzystałem z autobusu, usiadłem sobie i przysnąłem, jak to ze mną bywa co jest normalnie i przez sen słyszałem muzykę, chociaż mp3 nie mam, a w odległości 4 metrów nikogo z czymś takim nie było.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Później przeskoczyłem na tramwaj, chociaż wcześniej stałem i czekałem na takowy z kolegą.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Wiesz... mam trzy godziny psychologii i nie wiem czy nie wykorzystam ich.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Aż tak nudno?&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Nie, ależ skąd. Pani profesor opowiada nam prawie cały czas o dzieciach wychowanych przez zwierzęta.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- No to mogła by Ciebie wziąć za przykład, bo jak małpka zarosłeś.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;A w tramwaju miło i przytulno i nagle obok  mnie wyskoczyła Marta, z takim bajecznym ‘Heeej’ chociaż faktycznie zobaczyłem, że coś rozpycha tłum pasażerów. No i jak zawszę, taka opalona jakaś, z algami na szyi.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Ładny masz szalik, taki inny – mówię jej raz&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- To nie jest szalik, to są algi albo jakieś takie inne wodorosty.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Morszczyny?&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;- Nie, jakie morszczyny! To algi są!&lt;br/&gt;Więc to algi były, do tego brąz jej kurki i te pe. Z tramwaju jak zawsze wygrzaliśmy i na przystanek kolejny na autobus sześćdziesiątjeden ale miał być za 14 minut, to poszliśmy spacerem. Tesco widziałem, po raz setny i Carefur czy inny dywanowy i Media Markt. Zwróciłem uwagę na piękny wschód słońca.&lt;br/&gt;- A wiesz u mnie wczoraj mama miała imieniny i tak do 3 się to działo.&lt;br/&gt;- Aha.&lt;br/&gt;- Ja o 12 tak postanowiłam posprzątać, żeby rano chociaż mieć możliwość łyżeczkę sobie znaleźć, a mój tato sobie popił i staje tak przy stole, zapiera się i pyta się poważnie – Słuchaj dziecko... co ty sobie na przyszłość zaplanowałaś?&lt;br/&gt;- Ee.... lol?&lt;br/&gt;- Eee.... lol!&lt;br/&gt;No I taka wymowna cisza zapada. W szkole przywitał nas wielki bałwan, nie, nie, nie mówię o dyrektorze, mamy takiego dmuchanego bałwana co stoi przy wejściu i ludzi straszy, do tego nie straszna mu moja brew co się przykleiła do sufitu po zrobieniu okrążenia po sekretariacie. &lt;br/&gt;Jednak wtrafiłem do klasy, a ta taka inna była, znaczy się taka sama jak nasza poprzednia ale taka inna, bo jeden numerek wyższy w numeracji. &lt;br/&gt;Psychologia się zaczęła, nie pamiętałem jej, zasnąłem. Jak ostatnio robak, normalnie położyłem się równo za koleżanką, żeby mnie nie było widać, co wcale nie było łatwe i przysnąłem. I spałem tak chyba z 80 minut, i obudziłem się w najlepszym momencie bo pani akurat wstawała i wychodziła z klasy. Pożegnałem ją maślanym uśmiechem i przymrużonymi oczkami. Za to Cecylia majstrowała coś przy Darku, a potem wzięła mój zeszyt/notatnik/brudnopis/rysownik i zaczęła rysować komiks. Ja się za to obudziłem i wysłałem smsa o treści : Ziuuum! – do Marty. Odwróciła się tylko i dziwnie spojrzała, chyba wystraszona była.&lt;br/&gt;Chwilę później podchodzi do mnie.&lt;br/&gt;Proszę państwa scena pierwsza, Marta – publicznie : poważna studentka filologii angielskiej, prywatnie : jeszcze bardziej poważna studentka psychologii. Robert – publicznie : poważny student filologii angielskiej, prywatnie : Robert.&lt;br/&gt;- Marta.&lt;br/&gt;- No?&lt;br/&gt;- Ziuuum!&lt;br/&gt;- Co?!&lt;br/&gt;- Ziuuuum!&lt;br/&gt;- Ale dlaczego ziuum?&lt;br/&gt;- Ziuum?&lt;br/&gt;- No jak ziuum? Musi być coś więcej niż ziuum! &lt;br/&gt;No i zaczęło się Speaking czyli Integrated Skills of Use of English – Speaking, lub coś w ten deseń. I koleżanka dała nam prezentację I sama ją powiedziała na dodatek, I druga też.&lt;br/&gt;I dostajemy te pytania z Cecylią i widzimy – plastic surgery (operacja plastyczna) i coś o wyborach dokonywanych przez ludzi. I rozmawiamy i już nie wiem jak my to rozmawialiśmy.&lt;br/&gt;(Wolne tłumaczenie z angielsko-polskiego)&lt;br/&gt;Scenka numer 2.&lt;br/&gt;Robert G. publicznie poważny student filologii angielskiej prywatnie : Robert, Cecylia publicznie : średnio poważna studentka filologii angielskiej prywatnie : kierowniczka działu produktów w Tesco.&lt;br/&gt;- ... właściwie to nie wiem, kobiety jednak mogą, bo to wiesz jakieś defekty to mogą poprawić, zresztą to jest ich wola, ale mężczyźni? Od razu jestem na nie! No bo bez przesady, taki facet żeby on sobie silikon w mięśnie wklejał bądź w pośladki.&lt;br/&gt;- Oj robaczku, ale facet też powinien, ale nie silikon ale na przykład depilacja.&lt;br/&gt;- To już zabieg kosmetyczny.&lt;br/&gt;- Ale powinien się depilować.&lt;br/&gt;- Jak to depilować? Wszędzie? No weź przestań.&lt;br/&gt;- Nie no nie wszędzie, ale na klacie, nie znoszę jak facet ma włosy na klacie&lt;br/&gt;- (zagląda za koszulkę) – łups&lt;br/&gt;- Bo ja nie lubię jak mężczyzna ma chest hair, bo to takie ble jest&lt;br/&gt;- Chest hair?&lt;br/&gt;- No tak.&lt;br/&gt;- Czester?&lt;br/&gt;- (śmiech)Bo to tak podobnie brzmi!&lt;br/&gt;- Cecylio, moja droga, czy ty masz Czester?&lt;br/&gt;- (płacze ze śmiechu)&lt;br/&gt;Zapada chwilowo cisza, Darek odwraca się do nas. Od razu oboje przy pani podchodzącej.&lt;br/&gt;- Daaarek! Czy ty masz Czester?&lt;br/&gt;Gramatyki szczerze się przyznam, że nie pamiętam, jakoś tak, ufo mnie porwało bądź coś innego się stało. Ale później znowu psychologia, planowałem spać ale pani mi nie dała, bo kazała nam napisać minimum dziesięć zastosowań ołówka, oto one :&lt;br/&gt;- możliwość szkicowania&lt;br/&gt;- możliwość pisania&lt;br/&gt;- możliwość kreślenia&lt;br/&gt;- możliwość obgryzania&lt;br/&gt;- ozdoba&lt;br/&gt;- mieszadełko do kawy&lt;br/&gt;- dodatek do ucha (zausznik)&lt;br/&gt;- do dziurawienia&lt;br/&gt;- do wskazywania&lt;br/&gt;- do samoobrony&lt;br/&gt;- do wykonywania sztuczek magicznych&lt;br/&gt;- naprawy elektryczne&lt;br/&gt;Pani profesor nie miała później więcej pytań do naszej grupy na temat ołówków, ale pochwaliła nas za pomysłowość i ‘dozę szaleństwa’.&lt;br/&gt;A później było kulturoznawstwo, moje ukochane. Siedzieliśmy w tej auli, bo ta aula jest specjalna i jest aulą tylko pani profesor Aliny. Miła, przytulna... aula znaczy się. Siedziałem w trzecim rzędzie, bo w pierwszym nie wypada, bo bym od razu był przed nią, bo biurko wykładowcy jest od razu łączone z pierwszym rzędem. Więc wybrałem trzeci, bo w trzecim wygodnie, bezpiecznie, wszystko słychać.&lt;br/&gt;No i przyszła pani profesor, chciałem zrobić aaaach! Ale Cecylia mi nie pozwoliła, ponieważ zażądała długopisu, który razem z całą resztą po chwili spadł na podłogę ze składanej stoliko-półki. Cecylia poszła w śmiech a ja też z komentarzem, że to była Zemsta Czestera!&lt;br/&gt;Powracając do wątku, pani profesor powitała nas uśmiechem i tym swoim czarującym – How are you? How do you feel? Can we take a moment of free talk?&lt;br/&gt;Wytłumaczyła nam pięknie jak to będzie z testem, powiedziała, że osoby, które zauważy iż będą ‘hyperactive’ zostaną wynagrodzone I nie będą musiały pisać testu. Ja się pisze na takie coś. Dlatego gdy przyszła pierwsza część wykładu nie dawałem nikomu dojść do słowa prawie i co chwila rzucałem jakąś informacją, jakąś definicją. Wytłumaczyłem coś pięknie. Ale no nie dane mi było, być szczęśliwym bo to koleżance która przysypiała z przodu, pani profesor żartem rzuciła, że ‘spija słowa z jej ust – tylko żeby nie chrapała’.&lt;br/&gt;Później przeszliśmy do tematyki imigracji w USA i notatki szły jak z karabinu maszynowego, a nawet szybciej, bo strasznie dużo jest tego materiału, a pani profesor pięknie to mówiła. No ale koniec był i trzeba do domu, spakowaliśmy się i lecimy na przystanek. I gadamy głośno. I naglę ucisza nas koleżanka.&lt;br/&gt;Scenka trzecia.&lt;br/&gt;Studenka numer jeden - publicznie: poważna studenkta filologii angielskiej - prywatnie : jeszcze poważniejsza nauczycielka gimnazjum z języka polskiego.&lt;br/&gt;- Cicho, cicho! Telefon mam! – macha rękoma na nas i rzuca się grzebać w swojej torbie, w końcu wyciąga z paczki paluszków i otwiera urządzonko – Nio??....oh jej! Naprawdę? Jaaa.....buraczku ale z Ciebie bysio!!&lt;br/&gt;Wszyscy spojrzeli po sobie jakoś tak dziwnie i wybuchnęli śmiechem, a ona tylko starała się wytłumaczyć, że to mąż jej był.&lt;br/&gt;No i złapaliśmy ten autobus, Marta stwierdziła, że muszę szalik jutro wziąć, bo jak widzi jak trzęsę się na wietrze, to aż jej algi się zwijają ze złości.&lt;br/&gt;- Wiesz, a te twoje algi to ciepłe? &lt;br/&gt;- Ciepłe&lt;br/&gt;- A ja tez mam szalik, taki ładny brązowy.&lt;br/&gt;- Jamnika?&lt;br/&gt;- Arrr.... ale i tak algi ładniejsze, niż to co ma nasza koleżanka, czyli różyczki na jakiejś wyblakłej żerdzi.&lt;br/&gt;- Albo morszczyn.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;style&gt;i{content: normal !important}&lt;/style&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6403775094634774891-1566247363869765474?l=rob-thaw.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rob-thaw.blogspot.com/feeds/1566247363869765474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6403775094634774891&amp;postID=1566247363869765474&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/1566247363869765474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6403775094634774891/posts/default/1566247363869765474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rob-thaw.blogspot.com/2006/12/bo-algi-s-najlepsze.html' title='Bo algi są najlepsze'/><author><name>Robert Gębczyński</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09140426897815106746</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='8' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_Ukb56_-rq_w/SMUS3-X2a4I/AAAAAAAAAPs/aEfo4K2pW4o/S220/003.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry></feed>
